Kolejny, zwykły, wtorkowy poranek w przestronnym, zaprojektowanym przez włoskich architektów biurze w samym centrum dużego miasta w równie okazałym szklanym biurowcu.
Dzień zaczynamy punkt 9:00 od aromatycznej włoskiej kawy, aby już chwilę później otrzymać pierwszego maila. Zaczyna się.
W pośpiechu udajesz się na swoje miejsce pracy, nerwowo zerkając na treść.
Czy aby wszystko jest ok?
Zwykłe codzienne instrukcje, nowe policy, a może fuck up?
Bez znaczenia. Co odwlecze, to nie uciecze. Mimo to w oka mgnieniu mija pierwsza godzina.Już jestem spóźniona.
Pojawia się szef. Głośno wita się ze wszystkimi pracownikami. Taki trochę jakby poranny obchód.
Miły początek dnia, a może pod pozorem niewinnej uprzejmości, jego przenikliwy wzrok właśnie ocenia pracę, twój wkład. Nigdy nie wiesz co akurat świta w jego bystrym, wszechstronnym umyśle.
Telefon. No i jest. Nieuniknione. Problem. A raczej cały łańcuch komplikacji. Twoja wina? Nieważne, kto zawinił. Zawiśnie ten z najkrótszym stażem. Tymczasem trzeba wszystko ogarnąć.
Przez kolejne 2 godziny służbowy smartfon nie przestaje wibrować. A zaległości, które chciałeś dzisiaj nadrobić, kumulują się Zapomnij. Nie dziś. Jak zwykle. Priorytety zmieniają się jak w kalejdoskopie. Przekazujesz kilka nowych., strategicznych instrukcji do kolejnyvh działów. Twój problem tak naprawdę angażuje całą centralę.
Wpada szef. Wszystko inne już jest nieważne. Ma inną koncepcją na twój harmonogram działania na dzisiaj.
Wypadałoby wyrównać poziom kofeiny. Dobra, zaraz. Mija kolejna godzina. Szybko starasz się ogarnąć analizę dla topmanagement, poczym wracasz do "swoich" obowiązków. Kawa? Nie, nie teraz. Trzeba trzymać rękę na pulsie, a wbrew pozorom, nadchodząca wraz z porankiem katastrofa, poprostu zniknęła.
No to czas na kawę? Nie, czas do domu.
sobota, 26 kwietnia 2014
czwartek, 26 grudnia 2013
Walka z przesądami - Czemu nie dostałam tej pracy?
Tak sobie czytałam komentarze spod jednego artykułu nt.zmiany sposobu myślenia i generalnie jego wpływu na Nasze życie. Oczywiście, większość komentujących to Ci oburzeni sytuacją na rynku, brakiem pieniędzy, brakiem pracy i perspektyw. Cóż, co więcej mogę dodać? Niewinni krzyczą najgłośniej?
Niestety czas, kiedy wszystko było narzucone z góry przez ludzi "trzymających władzę" - dawno przeminęły. Obecnie jest mnóstwo możliwoście, których trzeba nauczyć się dostrzegać - i pewnie w tym momencie odzywają się głosy na temat bandyckiego państwa, wysokich podatków i tak dalej, ale gdzie jest inaczej?
Każdy, biedny i bogaty, w każdym zakątku na Ziemi ma na głowie podobne problemy, mianowicie jak i za co utrzymać siebie i rodzinę, co robić, jak godnie żyć - niektórzy tylko, Ci żyjący w skrajnie ubogich krajach muszą się martwić co faktycznie zjeść i czy mają dach nad głową - ale u mnie porozmawiajmy o nieco bliższym otoczeniu.
Czy ten "niewielki" aspekt ma rzeczywiście znaczenie w kwestii poszukiwania pracy, mianowicie czy od sposobu myślenia możemy diametralnie zmienić swoją życiową sytuację?
Nawiązując do powyższego. Większość osób sukcesu - wbrew opinii osób negatywnych (w skrócie bo oni zawsze będą kogoś o ten sukces obwiniać - i do tego koleżanka z artykułu o którym wspominam nawiązuje - zasłużyłą na niego ciążką pracą, wyrzeczeniami, a przede wszystkim wiarą i zaangażowaniem w powodzenie. Gdyby nie uwierzyli i nie spróbowali, to prawdopodobnie byliby kolejnymi producentami demotywujących komantarzy. Moja rada? Nie wychodzi = Sory, ale widocznie za słabo się starasz i doskonale wiesz, że stać Cię na więcej!
I tu rodzi się moje zasadnicze pytanie?
Dlaczego ludzka populacja o swoje niepowodzenia obwinia wszystkich do okoła, natomiast jak już się komuś coś powiedzie, to próbują zmieszać go z błotem. I tu właśnie ma znaczenie sposób myślenia. Niestety istnieje natuarlany podział osób na dwie zasadnicze grupy. Ludzi, którzy mają szansę sukces - w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu - i osób, które za cholerę tego sukcesu nie osiągną bez względu na to jak będą się starać. Pierwsza grupa, to ludzie ambitni, reazlizujący swoje marzenia poprzez rozwój zainteresowań, a pozostali to maruderzy, którzy wiecznie są niezadowoleni.
Koleżnka z artykułu wspomina że "trzeba się głęboko zastanowić, czy nasz odbiór otoczenia i sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, wynika z faktów, czy może tylko nam się wydaje, że jest tak źle, jak myślimy. Mark Twain mawiał: "spotkało mnie wiele okropnych rzeczy, na szczęście żadna z nich nie wydarzyła się naprawdę". Naukowcy już dawno udowodnili, że znacząca większość problemów, jakimi się przejmujemy, nie istnieje lub nie ma wpływu na nasze życie".
Reasumująć, może noworoczny rachunek sumienia należy zacząć od siebie, a nie od otoczenia?
Niestety czas, kiedy wszystko było narzucone z góry przez ludzi "trzymających władzę" - dawno przeminęły. Obecnie jest mnóstwo możliwoście, których trzeba nauczyć się dostrzegać - i pewnie w tym momencie odzywają się głosy na temat bandyckiego państwa, wysokich podatków i tak dalej, ale gdzie jest inaczej?
Każdy, biedny i bogaty, w każdym zakątku na Ziemi ma na głowie podobne problemy, mianowicie jak i za co utrzymać siebie i rodzinę, co robić, jak godnie żyć - niektórzy tylko, Ci żyjący w skrajnie ubogich krajach muszą się martwić co faktycznie zjeść i czy mają dach nad głową - ale u mnie porozmawiajmy o nieco bliższym otoczeniu.
Czy ten "niewielki" aspekt ma rzeczywiście znaczenie w kwestii poszukiwania pracy, mianowicie czy od sposobu myślenia możemy diametralnie zmienić swoją życiową sytuację?
Nawiązując do powyższego. Większość osób sukcesu - wbrew opinii osób negatywnych (w skrócie bo oni zawsze będą kogoś o ten sukces obwiniać - i do tego koleżanka z artykułu o którym wspominam nawiązuje - zasłużyłą na niego ciążką pracą, wyrzeczeniami, a przede wszystkim wiarą i zaangażowaniem w powodzenie. Gdyby nie uwierzyli i nie spróbowali, to prawdopodobnie byliby kolejnymi producentami demotywujących komantarzy. Moja rada? Nie wychodzi = Sory, ale widocznie za słabo się starasz i doskonale wiesz, że stać Cię na więcej!
I tu rodzi się moje zasadnicze pytanie?
Dlaczego ludzka populacja o swoje niepowodzenia obwinia wszystkich do okoła, natomiast jak już się komuś coś powiedzie, to próbują zmieszać go z błotem. I tu właśnie ma znaczenie sposób myślenia. Niestety istnieje natuarlany podział osób na dwie zasadnicze grupy. Ludzi, którzy mają szansę sukces - w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu - i osób, które za cholerę tego sukcesu nie osiągną bez względu na to jak będą się starać. Pierwsza grupa, to ludzie ambitni, reazlizujący swoje marzenia poprzez rozwój zainteresowań, a pozostali to maruderzy, którzy wiecznie są niezadowoleni.
Koleżnka z artykułu wspomina że "trzeba się głęboko zastanowić, czy nasz odbiór otoczenia i sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, wynika z faktów, czy może tylko nam się wydaje, że jest tak źle, jak myślimy. Mark Twain mawiał: "spotkało mnie wiele okropnych rzeczy, na szczęście żadna z nich nie wydarzyła się naprawdę". Naukowcy już dawno udowodnili, że znacząca większość problemów, jakimi się przejmujemy, nie istnieje lub nie ma wpływu na nasze życie".
Reasumująć, może noworoczny rachunek sumienia należy zacząć od siebie, a nie od otoczenia?
Jak walczyć z bezwzględnym rekruterem? Kilka przydatnych uwag.
Doświadczony rekruter poświęca do 5 sek. na jedną aplikację, aby zadecydować czy chce dalej rozmawiać z kandydatem, czy też przerzuca jego CV do "kosza". Jak zainteresować swoją CV i przebić się przez bezwzględnych HR-owców?
Tak się składa, że sporo moich znajomych ma do czynienia z tzw. branżą human resources. Z ich opowieści wynika, że pierwsze wrażanie ma kluczowe znaczenie czy dana osoba zainteresuje swoją osobą czy też odpadnie w przedbiegach. Niektórzy HR-owcy ułatwiają sobie pracę jeszcze bardziej, mianowicie filtrują otrzymane CV wyłącznie po nazwach firm, w których kandydat zdobywał doświadczenie. Jeżeli wśród nich znajdą się znane korporacje, osoba ta ma już pracę praktycznie w kieszeni. Nieistotne nawet co tam robiła.
Pomimo tego jest kilka sposobów, aby mimo to jakoś wgryźć się w łaski decydenta.
Jedną z istotnych rzeczy jest oczywiście forma graficzna CV. Tak zwana przejrzystość i czytelność aplikacji. Coraz częściej zainteresowani stanowiskiem odchodzą od typowego stylu i w związku z tym starają się poprzez mniej sformalizowaną formę, przykuć uwagę HR-owca. Ludzie wykorzystują do tego nietypowe czcionki lub wzory CV. Burzą tradycyjną konwencję i CV rozpoczynają nie od przebiegu wykształcenia, ale w zamian zaraz po swoim nazwisku wpisują najważniejsze doświadczenie i osiągnięcia. Ostatnio sama spotkałam się z ciekawym CV, które zostało stworzone w poziomie zamiast w pionie - jak zwykle. Wbrew pozorom - pomijając wyjątki kiedy znajomość przyjętych standardów jest jednym z kryteriów wymaganych w procesie rekrutacji - po pewnym czasie, osoba która na co dzień przegląda setki CV, potrzebuje dodatkowych stymulantów, które faktycznie spowodują, że dana aplikacja się wyróżni.
Co jednak, poza graficznymi sztuczkami, może rzeczywiście dać nam przewagę na rynku pracy?
Niestety w obecnych czasach, kiedy wykształcenie wyższe nie ma już tej samej wartości i ma je praktycznie każdy, należy błysnąć czymś jeszcze. W tej sytuacji najważniejsze to wyróżnić się: zainteresowaniami, znajomością języków obcych lub innych umiejętności, które mają na rynku jakąś wartość.
Jak znaleźć te "słowa klucze"?
Najlepiej zacząć od analizy ofert pracy, które pojawiają się w sieci. Często są one naszpicowane branżowymi sformułowaniami, które na pierwszy rzut oka nie mówią nic, natomiast wystarczy wpisać je w wyszukiwarkę, aby okazały się czymś przystępnym z czym mieliśmy już do czynienia.
Jeżeli jeszcze nie mamy tych specyficznych kwalifikacji, warto poświęcić czas na coś, co może przynieść nam profit w przyszłości. Obecnie Internet jest narzędziem, które przy minimalnym nakładzie z naszej strony może nam dać morze nowych, potencjalnych możliwości.
Tak się składa, że sporo moich znajomych ma do czynienia z tzw. branżą human resources. Z ich opowieści wynika, że pierwsze wrażanie ma kluczowe znaczenie czy dana osoba zainteresuje swoją osobą czy też odpadnie w przedbiegach. Niektórzy HR-owcy ułatwiają sobie pracę jeszcze bardziej, mianowicie filtrują otrzymane CV wyłącznie po nazwach firm, w których kandydat zdobywał doświadczenie. Jeżeli wśród nich znajdą się znane korporacje, osoba ta ma już pracę praktycznie w kieszeni. Nieistotne nawet co tam robiła.
Pomimo tego jest kilka sposobów, aby mimo to jakoś wgryźć się w łaski decydenta.
Jedną z istotnych rzeczy jest oczywiście forma graficzna CV. Tak zwana przejrzystość i czytelność aplikacji. Coraz częściej zainteresowani stanowiskiem odchodzą od typowego stylu i w związku z tym starają się poprzez mniej sformalizowaną formę, przykuć uwagę HR-owca. Ludzie wykorzystują do tego nietypowe czcionki lub wzory CV. Burzą tradycyjną konwencję i CV rozpoczynają nie od przebiegu wykształcenia, ale w zamian zaraz po swoim nazwisku wpisują najważniejsze doświadczenie i osiągnięcia. Ostatnio sama spotkałam się z ciekawym CV, które zostało stworzone w poziomie zamiast w pionie - jak zwykle. Wbrew pozorom - pomijając wyjątki kiedy znajomość przyjętych standardów jest jednym z kryteriów wymaganych w procesie rekrutacji - po pewnym czasie, osoba która na co dzień przegląda setki CV, potrzebuje dodatkowych stymulantów, które faktycznie spowodują, że dana aplikacja się wyróżni.
Co jednak, poza graficznymi sztuczkami, może rzeczywiście dać nam przewagę na rynku pracy?
Niestety w obecnych czasach, kiedy wykształcenie wyższe nie ma już tej samej wartości i ma je praktycznie każdy, należy błysnąć czymś jeszcze. W tej sytuacji najważniejsze to wyróżnić się: zainteresowaniami, znajomością języków obcych lub innych umiejętności, które mają na rynku jakąś wartość.
Jak znaleźć te "słowa klucze"?
Najlepiej zacząć od analizy ofert pracy, które pojawiają się w sieci. Często są one naszpicowane branżowymi sformułowaniami, które na pierwszy rzut oka nie mówią nic, natomiast wystarczy wpisać je w wyszukiwarkę, aby okazały się czymś przystępnym z czym mieliśmy już do czynienia.
Jeżeli jeszcze nie mamy tych specyficznych kwalifikacji, warto poświęcić czas na coś, co może przynieść nam profit w przyszłości. Obecnie Internet jest narzędziem, które przy minimalnym nakładzie z naszej strony może nam dać morze nowych, potencjalnych możliwości.
piątek, 20 grudnia 2013
Szukanie pracy przed świętami?
Bezrobocie rośnie, a ofert pracy jak grzybów po deszczu. Nieprawda?
Ostatnio zdecydowałam się na zmianę pracy z uwagi na stagnację, która wdarła się do mojego życia. Czuję, że się nie rozwijam, stoję w miejscu i nic mnie już tutaj nowego nie czeka.
Postanowiłam i dwa tygodnie temu, pomimo obaw wzbudzonych przez falę pesymistycznych opinii nt. rynku pracy w Polsce, zaczęłam rozsyłać aplikacje.
Odzew - praktycznie natychmiastowy.
Obecnie jestem na okresie wypowiedzenia w pracy i przygotowuje się mentalnie w wejście w Nowy Rok i do nowej firmy.
Oprócz korzyści finansowych i różnych benefitów związanych z nowym stanowiskiem, dostałam również awans społeczny. Nic tylko się cieszyć.
Wniosek nasuwa się tylko jeden. Ci, którzy nie chcą zmienić pracy, zawsze znajdą sobie jakąś wymówkę...
Okres przedświąteczny - nie znajdę pracy. Początek roku - to też zły moment. Przed wakacjami - też jakoś słabo zaczynać w nowej firmie, najpierw trzeba zbudować zaufanie pracodawcy itd.
Ostatnio zdecydowałam się na zmianę pracy z uwagi na stagnację, która wdarła się do mojego życia. Czuję, że się nie rozwijam, stoję w miejscu i nic mnie już tutaj nowego nie czeka.
Postanowiłam i dwa tygodnie temu, pomimo obaw wzbudzonych przez falę pesymistycznych opinii nt. rynku pracy w Polsce, zaczęłam rozsyłać aplikacje.
Odzew - praktycznie natychmiastowy.
Obecnie jestem na okresie wypowiedzenia w pracy i przygotowuje się mentalnie w wejście w Nowy Rok i do nowej firmy.
Oprócz korzyści finansowych i różnych benefitów związanych z nowym stanowiskiem, dostałam również awans społeczny. Nic tylko się cieszyć.
Wniosek nasuwa się tylko jeden. Ci, którzy nie chcą zmienić pracy, zawsze znajdą sobie jakąś wymówkę...
Okres przedświąteczny - nie znajdę pracy. Początek roku - to też zły moment. Przed wakacjami - też jakoś słabo zaczynać w nowej firmie, najpierw trzeba zbudować zaufanie pracodawcy itd.
środa, 6 listopada 2013
Bezużyteczna wiedza - kluczem do sukcesu?
Z każdej strony jesteśmy zalewani tysiącami informacji. I co z tego? Co rzeczywiście jest nam niezbędne do życia?
Do życia prawdopodobnie niewiele. Inaczej ma się rzecz z karierą zawodową.
W czym tkwi tajemnica ludzi sukcesu? Czy są oni przysłowiową alfą i omegą? Wiedzą wszystko i na każdy temat?
Niektóre osoby mają to coś, że czego się nie wezmą to im to wychodzi. Bez szczególnych umiejętności, czy wykształcenia, wcale nie wymiatają pod względem jakieś spektakularnej wiedzy. Co z tego, że ktoś wie wszystko na każdy temat, a jego życie zawodowe to totalna klapa.
Prawda jest taka, że osoby sukcesu wiedzą to co muszą wiedzieć i to im jak najbardziej wystarcza. Potrafią wyselekcjonować napływ informacji i skupić się wyłącznie na tym co najważniejsze i często improwizują.
Sęk w tym, aby znaleźć jakieś wypośrodkowanie. Uczyć się tego co niezbędne, a najlepiej przydatne tu i teraz, umiejętności, które potrafimy wykorzystać lada chwila i przełożyć na realne życie w postaci zaowodowego sukcesu.
Tak zwany self-made man potrafi przefiltrować to, na czym rzeczywiście warto się skoncentrować. Reszta to totalne badziewie, które nie tylko zniekształca światopogląd, ale również zaśmieca umysł, uniemożliwiając logiczne myślenie.
Wiedza ludzi z programu 1z 10 czasem jest wręcz imponująca. Z tym, że wygrana odcinku jest mniej więcej warta 1000 zł. Trochę niewiele jak na znajomość odpowiedzi na pytanie takie jak W Paterku, dzięki wsparciu blisko 230 tysiącom z RPO zostanie wybudowana nowa nawierzchnia pewnej ulicy, o której była mowa w felietonie filmowym. Jak brzmi jej nazwa?
A zatem, zanim popadniemy w obsesję pogłębiania bezużytecznej wiedzy, najpierw zastanówmy się co jest nam rzeczywiście niezbędne, aby po prostu "ruszyć z miejsca".
Warto wziąć sobie do serca radę Sallie Krawcheck, byłą prezydent Merriill Lynch, jednego z najważniejszych oddziałów Banku Amerykańskiego - Ignoruj tłum, który tylko gada i podążaj za obranym przez siebie kursem.
Do życia prawdopodobnie niewiele. Inaczej ma się rzecz z karierą zawodową.
W czym tkwi tajemnica ludzi sukcesu? Czy są oni przysłowiową alfą i omegą? Wiedzą wszystko i na każdy temat?
Niektóre osoby mają to coś, że czego się nie wezmą to im to wychodzi. Bez szczególnych umiejętności, czy wykształcenia, wcale nie wymiatają pod względem jakieś spektakularnej wiedzy. Co z tego, że ktoś wie wszystko na każdy temat, a jego życie zawodowe to totalna klapa.
Prawda jest taka, że osoby sukcesu wiedzą to co muszą wiedzieć i to im jak najbardziej wystarcza. Potrafią wyselekcjonować napływ informacji i skupić się wyłącznie na tym co najważniejsze i często improwizują.
Sęk w tym, aby znaleźć jakieś wypośrodkowanie. Uczyć się tego co niezbędne, a najlepiej przydatne tu i teraz, umiejętności, które potrafimy wykorzystać lada chwila i przełożyć na realne życie w postaci zaowodowego sukcesu.
Tak zwany self-made man potrafi przefiltrować to, na czym rzeczywiście warto się skoncentrować. Reszta to totalne badziewie, które nie tylko zniekształca światopogląd, ale również zaśmieca umysł, uniemożliwiając logiczne myślenie.
Wiedza ludzi z programu 1z 10 czasem jest wręcz imponująca. Z tym, że wygrana odcinku jest mniej więcej warta 1000 zł. Trochę niewiele jak na znajomość odpowiedzi na pytanie takie jak W Paterku, dzięki wsparciu blisko 230 tysiącom z RPO zostanie wybudowana nowa nawierzchnia pewnej ulicy, o której była mowa w felietonie filmowym. Jak brzmi jej nazwa?
A zatem, zanim popadniemy w obsesję pogłębiania bezużytecznej wiedzy, najpierw zastanówmy się co jest nam rzeczywiście niezbędne, aby po prostu "ruszyć z miejsca".
Warto wziąć sobie do serca radę Sallie Krawcheck, byłą prezydent Merriill Lynch, jednego z najważniejszych oddziałów Banku Amerykańskiego - Ignoruj tłum, który tylko gada i podążaj za obranym przez siebie kursem.
niedziela, 3 listopada 2013
Jak wylecieć z pracy?
Wydawałoby się, że nic prostszego! Wystarczy np. nadużywać L4, nie kryjąc się specjalnie z jednak dobrą kondycją zdrowotną. Powodem może być także "profil psychologiczny niedopasowany do kultury korporacyjnej" - z podobnych przyczyn czasem może być problem z wbiciem się do lokalu, zwłaszcza tego "z wyższej półki". Zdarzają się też bardziej trywialne powody, takie jak podjadanie owoców podczas zbiorów jabłek czy nawet brak uśmiechu podczas kontaktów z klientami i zbieraniu od nich zamówienia. Wszystko zależy od nastroju szefa - gorzej jeśli szef to kobieta.
Są jednak zawody, kiedy to pracownik jest górą, a pracodawca musi potulnie zgadzać się na wszystkie ustępstwa . W tej komfortowej są programiści, inżynierzy, a nawet lekarze specjaliści. Na wagę złota są kwalifikacje kierowców, sprzedawców i przedstawicieli handlowych "z sukcesami", a nawet doświadczonej kadry zarządzającej wyższego szczebla - tylko gdzie to doświadczenie zdobyć?
Czy będąc zwykłym, szarym magistrem ze znajomością jednego języka obcego muszę uważać na każdy krok i słowo w pracy, z obawą patrzeć w przyszłość i wyniki finansowe przedsiębiorstwa, bo za każde spadki słupków zapłacę własną głową?
Otóż nie. Jest jedno rozwiązanie, ale coś za coś.
Załóż własną firmę, ale ...
Tak jak w niewłasnej firmie, prawie zawsze odpowiedzialność za najważniejsze decyzję należy do kogoś innego, tak w tym przypadku trzeba się przygotować: WSZYSTKO ALBO NIC!
Stawiając na jedną kartę, możemy byś pewni: pracy będzie w bród. A dochody nie wiadomo kiedy, jeśli w ogóle się pojawią. Pewni za to możemy być niemałych wydatków. Czasem może się wydawać, że pieniądze idą w błoto. Ale nic przecież nie zastąpi tego błogiego stanu, kiedy nie ma znienawidzonego, egoistycznego, a na dodatek skąpego szefa, który jeździ Porsche, a córka i żona Ferrari - cabrio, a szkoda mu na porządny wyjazd integracyjny dla swoich pracowników - bo skąd by to wszystko miał, gdyby nie my - najlepiej na dwa tyg. na Dominikanę.
Ponadto, jeszcze to urozmaicenie. Każdy dzień inny, niepodobny do poprzedniego. Wprost nic Cię nie zaskoczy! Jednego dnia można się użerać z dostawcami, a innego z urzędnikami lub księgową, która jest "za bystra".
Oprócz tego nigdy z pracy nie wylecisz i nigdy nie będziesz się nudził, a twoje obowiązki nigdy się nie skończą, nawet w weekendy.
Ale nic nie daje tej satysfakcji jak bycie panem samego siebie i swojego dnia.
A prawdziwa zabawa się zaczyna jak zatrudniamy pierwszych pracowników i te ich spojrzenia, pełne przekonania, że jesteś egoistycznym, zarozumiałym, dusigroszem, który jeździ furą za jedyne pół miliona.
Są jednak zawody, kiedy to pracownik jest górą, a pracodawca musi potulnie zgadzać się na wszystkie ustępstwa . W tej komfortowej są programiści, inżynierzy, a nawet lekarze specjaliści. Na wagę złota są kwalifikacje kierowców, sprzedawców i przedstawicieli handlowych "z sukcesami", a nawet doświadczonej kadry zarządzającej wyższego szczebla - tylko gdzie to doświadczenie zdobyć?
Czy będąc zwykłym, szarym magistrem ze znajomością jednego języka obcego muszę uważać na każdy krok i słowo w pracy, z obawą patrzeć w przyszłość i wyniki finansowe przedsiębiorstwa, bo za każde spadki słupków zapłacę własną głową?
Otóż nie. Jest jedno rozwiązanie, ale coś za coś.
Załóż własną firmę, ale ...
Tak jak w niewłasnej firmie, prawie zawsze odpowiedzialność za najważniejsze decyzję należy do kogoś innego, tak w tym przypadku trzeba się przygotować: WSZYSTKO ALBO NIC!
Stawiając na jedną kartę, możemy byś pewni: pracy będzie w bród. A dochody nie wiadomo kiedy, jeśli w ogóle się pojawią. Pewni za to możemy być niemałych wydatków. Czasem może się wydawać, że pieniądze idą w błoto. Ale nic przecież nie zastąpi tego błogiego stanu, kiedy nie ma znienawidzonego, egoistycznego, a na dodatek skąpego szefa, który jeździ Porsche, a córka i żona Ferrari - cabrio, a szkoda mu na porządny wyjazd integracyjny dla swoich pracowników - bo skąd by to wszystko miał, gdyby nie my - najlepiej na dwa tyg. na Dominikanę.
Ponadto, jeszcze to urozmaicenie. Każdy dzień inny, niepodobny do poprzedniego. Wprost nic Cię nie zaskoczy! Jednego dnia można się użerać z dostawcami, a innego z urzędnikami lub księgową, która jest "za bystra".
Oprócz tego nigdy z pracy nie wylecisz i nigdy nie będziesz się nudził, a twoje obowiązki nigdy się nie skończą, nawet w weekendy.
Ale nic nie daje tej satysfakcji jak bycie panem samego siebie i swojego dnia.
A prawdziwa zabawa się zaczyna jak zatrudniamy pierwszych pracowników i te ich spojrzenia, pełne przekonania, że jesteś egoistycznym, zarozumiałym, dusigroszem, który jeździ furą za jedyne pół miliona.
sobota, 2 listopada 2013
Nietrafione studia?
Czy istnieje takie pojęcie jak nietrafione studia? Po co idziemy na coś po czym i tak nie znajdziemy pracy?
Generalnie zapotrzebowanie na rynku pracy jest ogromne i zróżnicowane - ze zdecydowaną przewagą specjalistów IT. Różnica pomiędzy kierunkami polega na wielkości zapotrzebowania na daną specjalizację. Decydując się na niszowy kierunek, za darmo, musimy być faktycznie dobrzy żeby się wybić, a czasem rzeczywiście warto.
Część osób, z tych niszowych kierunków, prawdopodobnie zadomowi się gdzieś, w jakiejś całkowicie lub częściowo niezwiązanej z ich akademickim wykształceniem pracy, trafionej zupełnie przypadkowo - tak jak studia.
Lecz co z pozostałymi, którzy liczą jednak na karierę "w zawodzie"?
Rynek pracy, mimo że chłonny, jest również bardzo wymagający - konkurencja nie śpi. Licencjat, inżynier, a nawet magister nie wystarczy aby zostać profesjonalistą w swoim fachu. Niestety - lub stety - trzeba chociaż częściowo interesować się zawodem, także po godzinach w pracy. W przeciwnym razie, ugrzęźniemy gdzieś, całkiem przypadkiem, aż do końca świata.
Smutna perspektywa, zwłaszcza dla młodego człowieka, przed którym podobno świat dzisiaj stoi otworem.
A owszem i stoi.
Rozwijać się można wszędzie i wcale nie trzeba do tego dużych nakładów pieniężnych - kto twierdzi inaczej, może się położyć i przy okazji pogodzić z tą szarszą perspektywą.
Fora internetowe to pierwszy krok aby dowiedzieć się czegoś więcej - a nierzadko i dowartościować tym jak niewiele więcej wiedzą inni "specjaliści" :P - i dzielić dotychczasowym doświadczeniem.
Oprócz tego istnieją bezpłatne kursy online - nawet jeśli program nauczania jest denny, jest to jakiś sposób, aby poznać ludzi "z branży".
Mimo wszystko najlepsze są oczywiście szkolenia stacjonarne. To głównie na nich rzeczywiście można poszerzyć grono "potrzebnych znajomych", o ile też potrafimy czasem błysnąć - nikt nie przychodzi tam bezinteresownie.
Pomimo, że droga czasem grząska i trudna, na pewno lepsze to niż nic. Z czasem zapewne uda nam się wyjść na ludzi nawet po Katechetyce. W Polsce zawód raczej szybko nie wyginie ;) . Innym polecam bardziej przemyślane wybory.
Generalnie zapotrzebowanie na rynku pracy jest ogromne i zróżnicowane - ze zdecydowaną przewagą specjalistów IT. Różnica pomiędzy kierunkami polega na wielkości zapotrzebowania na daną specjalizację. Decydując się na niszowy kierunek, za darmo, musimy być faktycznie dobrzy żeby się wybić, a czasem rzeczywiście warto.
Część osób, z tych niszowych kierunków, prawdopodobnie zadomowi się gdzieś, w jakiejś całkowicie lub częściowo niezwiązanej z ich akademickim wykształceniem pracy, trafionej zupełnie przypadkowo - tak jak studia.
Lecz co z pozostałymi, którzy liczą jednak na karierę "w zawodzie"?
Rynek pracy, mimo że chłonny, jest również bardzo wymagający - konkurencja nie śpi. Licencjat, inżynier, a nawet magister nie wystarczy aby zostać profesjonalistą w swoim fachu. Niestety - lub stety - trzeba chociaż częściowo interesować się zawodem, także po godzinach w pracy. W przeciwnym razie, ugrzęźniemy gdzieś, całkiem przypadkiem, aż do końca świata.
Smutna perspektywa, zwłaszcza dla młodego człowieka, przed którym podobno świat dzisiaj stoi otworem.
A owszem i stoi.
Rozwijać się można wszędzie i wcale nie trzeba do tego dużych nakładów pieniężnych - kto twierdzi inaczej, może się położyć i przy okazji pogodzić z tą szarszą perspektywą.
Fora internetowe to pierwszy krok aby dowiedzieć się czegoś więcej - a nierzadko i dowartościować tym jak niewiele więcej wiedzą inni "specjaliści" :P - i dzielić dotychczasowym doświadczeniem.
Oprócz tego istnieją bezpłatne kursy online - nawet jeśli program nauczania jest denny, jest to jakiś sposób, aby poznać ludzi "z branży".
Mimo wszystko najlepsze są oczywiście szkolenia stacjonarne. To głównie na nich rzeczywiście można poszerzyć grono "potrzebnych znajomych", o ile też potrafimy czasem błysnąć - nikt nie przychodzi tam bezinteresownie.
Pomimo, że droga czasem grząska i trudna, na pewno lepsze to niż nic. Z czasem zapewne uda nam się wyjść na ludzi nawet po Katechetyce. W Polsce zawód raczej szybko nie wyginie ;) . Innym polecam bardziej przemyślane wybory.
piątek, 1 listopada 2013
Wyróżnij się! - Co cenią sobie pracodawcy? - Wymagania rynku pracy.
Aplikując na stanowiska specjalistyczne nigdy nie
obędzie się bez ugruntowanej wiedzy akademickiej przede wszystkim popartej solidnym
doświadczeniem zawodowym. Odwrotnie rzecz przedstawia się w przypadku stanowisk na
niższym szczeblu hierarchizacji.
U młodych osób wkraczających na rynek pracy,
pracodawcy cenią sobie przede wszystkim umiejętność pracy w zespole,
zaangażowanie w wykonywaną pracę, systematyczność oraz tzw. doprowadzanie spraw
do końca. Ponadto, przejawy nadobowiązkowej aktywności np. w działania
akademickie, zdecydowanie poprawiają wizerunek kandydata.
Pracodawcy zgodnie przyznali, że bardziej istotne
jest dowiedzenie, że ma się jakiś określony plan "na siebie". Chaotyczne łapanie
się czegokolwiek generalnie dyskredytuje nas w oczach pracodawcy. I tutaj dodatkowa rada. Niektórzy mają tendencje do wpisywania do swojego CV dosłownie wszystkiego, co w
Tylko jeśli
mamy jakieś umiejętności - i nie ma znaczenia jak bardzo zaawansowane - które
można wykorzystać w praktyce i które chcemy rozwijać dzięki tej pracy, mogą de
facto zagwarantować nam tę pracę.
Dla szefa dużo ważniejsza jest kreatywność i otwartość, niż
umiejętność pracy pod presją czasu, która przychodzi z czasem wraz z rosnącym
doświadczeniem zawodowym i naturalną dojrzałością człowieka.
Pracodawcy lubią osoby, które potrafią się
pozytywnie wyróżnić spośród tłumu innych absolwentów. Chcą osoby konkretne,
które same w sobie cenią się i znają swoją wartość rynkową. Wbrew pozorom brak
asertywności w pracy jest jedną z głównych przyczyn zwolnienia pracownika, w związku z
czym nie warto bać się czasem powiedzieć nie, oraz jasno przedstawić swoje
opinie na różne tematy związane z branżą lub obowiązkami w pracy - oczywiście w granicach zdrowego
rozsądku.
Każdy mądry pracodawca zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie
skontrolować ani przewidzieć wszystkiego, jak również nie uda mu się stworzyć
solidnego biznesu bez pomocy innych ludzi. A tu rodzi się potrzeba zbudowania
podstaw zaufania, które warto powierzyć osobie nie tylko lojalnej, ale również
samodzielnej, nie bojącej podejmować ryzyka oraz trudnych decyzji - ale to dopiero później ;-)
niedziela, 27 października 2013
Jak się przygotować do rozmowy rekrutacyjnej? Zdobądź wreszcie tę pracę!
Rozmowa rekrutacyjna za każdym razem wzbudza pewien lęk i obawy, a nawet
dreszczyk emocji. Istotne jest, aby zapanować nad stresem, który skutecznie
może zniweczyć plany o nowej posadzie. Najskuteczniejszą metodą walki z nerwami
jest dobrze się przygotować na rozmowę rekrutacyjną.
Ważne, aby nie tylko znaleźć informacje na temat firmy, do której aplikujemy, ale również mieć jakieś pojęcie na temat wymagań na danym stanowisku. Zazwyczaj jest tak, że posada o którą się staramy jest nieco podobna do obecnej, lub do takiej którą wykonywaliśmy w przeszłości, niemniej jednak sama specyfika pracy zwykle trochę się różni. W związku z tym, warto przeanalizować pytania, które mogą pojawią się na rozmowie rekrutacyjnej, pod kątem naszej obecnej wiedzy. W razie niepewności co do poprawnej odpowiedzi, należy się przygotować i zaczerpnąć informacji wcześniej, najlepiej z jakiegoś solidnego źródła.
Do tego typu źródeł należą portale branżowe, fora internetowe, a nawet znajomi, którzy pracują na podobnych stanowiskach. Każdy rodzaj pracy ma swoje specyficzne słownictwo, wykorzystywane na co dzień przez współpracowników z branży lub popularne narzędzia, o których warto mieć jakieś pojęcie.
Z życia wzięte.
Niedawno prowadzona rekrutacja na Młodszego Specjalistę SEO wciąż kończy się niepowodzeniem, ponieważ osoby, które zgłaszają się na to stanowisko, nawet jeśli deklarują doświadczenie w branży, w
rzeczywistości nic nie wiedza nt. praktycznego zastosowania SEO. Menedżer SEO zadając pytania nt. głównych narzędzi wykorzystywanych w procesie pozycjonowania jak dotąd od nikogo nie uzyskał zadowalających odpowiedzi co poskutkowało automatyczną dyskwalifikacją kandydata. A wystarczyłoby się zalogować chociażby na forum PIO - Pozycjonowanie i optymalizacja - i poczytać trochę wpisów nt. specyfiki zawody, znanych metod pozycjonerskich i innych istotnych rzeczy z którymi powinno się być na bieżąco pracując na podobnym stanowisku.
Podobnych przykładów w życiu jest o wiele więcej, zwłaszcza że praktycznie każda branża ma swoje specyficzne słownictwo, techniki pracy i inne tajemnice, które na rozmowie rekrutacyjnej trzeba znać - zwłaszcza jeśli w ogłoszeniu pracę, jednym z wymagań stawianych kandydatom, było doświadczenie na podobnym stanowisku.
Otrzymując zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną, pamiętajcie że przeszliście już bardzo istotny etap przesiewu CV i znaleźliście się w bazie potencjalnych kandydatów na dane stanowisko.
Dajcie sobie szansę i przygotujcie się na rozmowę, a praca będzie na pewno wasza.
Ważne, aby nie tylko znaleźć informacje na temat firmy, do której aplikujemy, ale również mieć jakieś pojęcie na temat wymagań na danym stanowisku. Zazwyczaj jest tak, że posada o którą się staramy jest nieco podobna do obecnej, lub do takiej którą wykonywaliśmy w przeszłości, niemniej jednak sama specyfika pracy zwykle trochę się różni. W związku z tym, warto przeanalizować pytania, które mogą pojawią się na rozmowie rekrutacyjnej, pod kątem naszej obecnej wiedzy. W razie niepewności co do poprawnej odpowiedzi, należy się przygotować i zaczerpnąć informacji wcześniej, najlepiej z jakiegoś solidnego źródła.
Do tego typu źródeł należą portale branżowe, fora internetowe, a nawet znajomi, którzy pracują na podobnych stanowiskach. Każdy rodzaj pracy ma swoje specyficzne słownictwo, wykorzystywane na co dzień przez współpracowników z branży lub popularne narzędzia, o których warto mieć jakieś pojęcie.
Z życia wzięte.
Niedawno prowadzona rekrutacja na Młodszego Specjalistę SEO wciąż kończy się niepowodzeniem, ponieważ osoby, które zgłaszają się na to stanowisko, nawet jeśli deklarują doświadczenie w branży, w
rzeczywistości nic nie wiedza nt. praktycznego zastosowania SEO. Menedżer SEO zadając pytania nt. głównych narzędzi wykorzystywanych w procesie pozycjonowania jak dotąd od nikogo nie uzyskał zadowalających odpowiedzi co poskutkowało automatyczną dyskwalifikacją kandydata. A wystarczyłoby się zalogować chociażby na forum PIO - Pozycjonowanie i optymalizacja - i poczytać trochę wpisów nt. specyfiki zawody, znanych metod pozycjonerskich i innych istotnych rzeczy z którymi powinno się być na bieżąco pracując na podobnym stanowisku.
Podobnych przykładów w życiu jest o wiele więcej, zwłaszcza że praktycznie każda branża ma swoje specyficzne słownictwo, techniki pracy i inne tajemnice, które na rozmowie rekrutacyjnej trzeba znać - zwłaszcza jeśli w ogłoszeniu pracę, jednym z wymagań stawianych kandydatom, było doświadczenie na podobnym stanowisku.
Otrzymując zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną, pamiętajcie że przeszliście już bardzo istotny etap przesiewu CV i znaleźliście się w bazie potencjalnych kandydatów na dane stanowisko.
Dajcie sobie szansę i przygotujcie się na rozmowę, a praca będzie na pewno wasza.
piątek, 25 października 2013
Bezdomni przewodnicy centrum stolicy?
Czy idąc tropem Portugalczyków i aktywizując bezdomnych do powrotu do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie, mamy szansę pomóc także gospodarce?
Podobne projekty nie tylko pomagają ludziom wykluczonym ze środowiska, ale także zapewniają pracę wszystkim zaangażowanym w tego typu inicjatywy.
Celem projektu w Portugalii było przeszkolenie i przystosowanie ludzi żyjących w skrajnych warunkach do pracy jako przewodnicy w mieście Porto. Zarówno pomysł jak i sama idea spotkała się z ogromną aprobatą otoczenia i stała się wzorcowym przykładem dla innych państw.
W Polsce szacuje się około 35 tys. osób bezdomnych zlokalizowanych głównie w centrach dużych miast, okolicach dworców kolejowych. Latem możemy ich spotkać "biwakujących" w zaroślach i innych krzakach, co nie tylko wzbudza strach, odrzucenie, ale nierzadko także współczucie i pewnego rodzaju rozgoryczenie, czemu nikt nic z tym nie robi.
Ciekawym rozwiązaniem wydaje się przeprowadzenie podobnego projektu w Polsce. Dzięki niemu zatrudnienie znajdzie nie tylko grupa docelowa, ale także: badacze, socjolodzy, trenerzy i wielu innych, ponieważ bezdomnym trzeba zagwarantować schronienie, oraz warunki w których będą mogli swobodnie dbać o higienę i po prostu wypocząć po pracy.
Osobiście uważam pomysł za bardzo dobry. Sceptycy zapewne stwierdzą, że większość z tych osób to alkoholicy, którzy sami są sobie winni i gdyby tylko wyszli z nałogu, na pewno zdołaliby się ogarnąć sami, bez niczyjej pomocy.
Nic bardziej mylnego.
Przeprowadzone badania oraz raporty jasno wskazują, że osoby bezdomne nie wybrały ani świadomie, ani celowo takiego stanu życia. Wpływ na nie miał szereg wydarzeń z całego życia, z których większość to niepowodzenia, oraz przede wszystkim trudny start w dzieciństwie.
Bezdomni z całą pewnością zasługują na wsparcie.
Zapewne wielu zastanawia się nad metodami finansowania projektu, aczkolwiek swobodny dostęp do środków unijnych całkowicie rozwiązuje ten problem i każdemu umożliwia podjęcie wyzwania -oo prawda w Portugalii projekt został przeprowadzony całkowicie w ramach obowiązków urzędników zatrudnionych na etacie, niemniej jednak nie oznacza to, że wykorzystanie budżetu unijnego nie jest w stanie pokryć wysokich kosztów projektowych w 100%.
Pomysł przede wszystkim polecam osobom szukającym natchnienia na swój własny biznes.
Podobne projekty nie tylko pomagają ludziom wykluczonym ze środowiska, ale także zapewniają pracę wszystkim zaangażowanym w tego typu inicjatywy.
Celem projektu w Portugalii było przeszkolenie i przystosowanie ludzi żyjących w skrajnych warunkach do pracy jako przewodnicy w mieście Porto. Zarówno pomysł jak i sama idea spotkała się z ogromną aprobatą otoczenia i stała się wzorcowym przykładem dla innych państw.
W Polsce szacuje się około 35 tys. osób bezdomnych zlokalizowanych głównie w centrach dużych miast, okolicach dworców kolejowych. Latem możemy ich spotkać "biwakujących" w zaroślach i innych krzakach, co nie tylko wzbudza strach, odrzucenie, ale nierzadko także współczucie i pewnego rodzaju rozgoryczenie, czemu nikt nic z tym nie robi.
Ciekawym rozwiązaniem wydaje się przeprowadzenie podobnego projektu w Polsce. Dzięki niemu zatrudnienie znajdzie nie tylko grupa docelowa, ale także: badacze, socjolodzy, trenerzy i wielu innych, ponieważ bezdomnym trzeba zagwarantować schronienie, oraz warunki w których będą mogli swobodnie dbać o higienę i po prostu wypocząć po pracy.
Osobiście uważam pomysł za bardzo dobry. Sceptycy zapewne stwierdzą, że większość z tych osób to alkoholicy, którzy sami są sobie winni i gdyby tylko wyszli z nałogu, na pewno zdołaliby się ogarnąć sami, bez niczyjej pomocy.
Nic bardziej mylnego.
Przeprowadzone badania oraz raporty jasno wskazują, że osoby bezdomne nie wybrały ani świadomie, ani celowo takiego stanu życia. Wpływ na nie miał szereg wydarzeń z całego życia, z których większość to niepowodzenia, oraz przede wszystkim trudny start w dzieciństwie.
Bezdomni z całą pewnością zasługują na wsparcie.
Zapewne wielu zastanawia się nad metodami finansowania projektu, aczkolwiek swobodny dostęp do środków unijnych całkowicie rozwiązuje ten problem i każdemu umożliwia podjęcie wyzwania -oo prawda w Portugalii projekt został przeprowadzony całkowicie w ramach obowiązków urzędników zatrudnionych na etacie, niemniej jednak nie oznacza to, że wykorzystanie budżetu unijnego nie jest w stanie pokryć wysokich kosztów projektowych w 100%.
Pomysł przede wszystkim polecam osobom szukającym natchnienia na swój własny biznes.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



