poniedziałek, 21 września 2015
Praca w budżetóywce - fakty i fikcje
Istnieje szereg niemalże mistycznych historii nt. państwowej pracy na stanowisku urzędnika. Wyśniona, niczym idealna, bez stresu, dostępna wyłącznie dzięki więzom krwi. Z dziada pradziada piastowane urzędnicze stołki, na emerytury nie chodzą, kolesiostwo stosują, jak nie golną z rana to nie pracują.
Prawdą jest, że niestety wciąż niełatwo jest "dostać się" do "państwowej pracy" bez tzw. "znajomości" i to najlepiej takich w rodzinie. Rozbudowana biurokracja, która nie omija również procesu rekrutacji, skrzętnie eliminuje jakąkolwiek uczciwą konkurencję. Tylko będąc blisko "źródła", można osiągnąć w tym względzie względny sukces. W Internecie widnieją wyłącznie fikcyjne ogłoszenia o pracę, na realne posady, które już mają właścicieli.
Pomimo początkowych trudności z uzyskaniem pracy, potem już może być tylko gorzej. Jest to specyficzna, nietypowa, wymagająca niecodziennych umiejętności od kandydata. A przede wszystkim:
Preferowane zamiłowanie do lat 70' i to nie tylko pod kątem wizerunku, ale przede wszystkim dynamiki pracy. Dokształcanie się i "poszerzanie horyzontów"nie jest nic warte - praca jest po to, aby każdy ją miał, w zasadzie nic sensownego nie musi, a nawet nie powinno z niej wypływać. Pracujemy w myśl zasady nie wyróżniaj się, która nie ma nic wspólnego z pracą w grupie - nie mylić z tzw. "team work" lub "team spirit", ponieważ "czepialstwo" dotyka nie tylko cywilnych interesantów, ale również samych współpracowników.
W związku z powyższym, jeżeli jesteś osobą ambitną, która ceni efekty swojej pracy, istnieje ryzyko, że Twoja odmienna postawa bardzo szybko doprowadzi cię do frustracji. Dzień za dniem, bez ambicji, tak doczekasz swych ostatnich dni.
Ci co sądzą, że przynajmniej zarobki w "budżetówce" są bardziej motywujące, zostaną rozczarowani. Zarobki są, ale wysokie tylko w stosunku do efektywności pracy. Nie zmienia to faktu, że pensje nie pozwalają na życie w dostatku i nie rekompensuje ich nawet fakt "13-stki" czy tzw. "wakacji pod gruszą".
Obecnie przyszłościowa, być może nawet pożądana, jedyna stała na rynku - ciągu pracy nawet śmierć nie rozłączy - już wkrótce (oby), może zostanie gruntownie zreformowana - póki co "Green Peace" zajadle walczy o pszczoły, nie dbając o lasy i tony papieru produkowane w imię urzędniczych procedur.
sobota, 12 września 2015
Nowy zawód - poszukiwacz pracy czylli sam nie mam pracy ale chętnie znajdę ją Tobie.
Zastanawiamy się jakie zawody mogą cieszyć się w przyszłości popularnością. W jakim zakresie się kształcić już teraz, aby za jakiś czas być rozchwytywanym na rynku pracy specjalistą?
W Internecie kwitnie nowy pomysł na biznes, a właściwie samozatrudnienie. Mianowicie, bezrobotni chętnie poszukają pracy dla ciebie za ciebie. W przeciwieństwie do istniejących na rynku agencji zatrudnienia - zmonopolizowanych na korzyść pracodawcy, tu możemy spodziewać się usług w zupełności zindywidualizowanych. "Agent"
skupiony wyłącznie na tobie, przeprowadzi pełną analizę personalną, doradzi
obszar zatrudnienia, zasugeruje zmiany oraz załatwi wszelkie formalności. Następnie napisze za ciebie CV,
skontaktuje się z przyszłym pracodawcą, a nawet pójdzie za Ciebie na rozmowę rekrutacyjną,
która nabiera nowego znaczenia – wymiany handlowej tudzież ubicia targu. Nie ma
znaczenia czy jemu samemu z łatwością przychodzi odnalezienie się na rynku pracy, czy zna
się "na rzeczy" i czy rzeczywiście jest w stanie świadczyć w tym zakresie
profesjonalne usługi.
Usługa „pośrednictwa”
jest odpłatna za wykonanie zadania – rozliczenie godzinowe byłoby tu
raczej nie na miejscu, ale kto wie? – ma swoje wady jak i zalety.
Do zalet przede wszystkim należy zaliczyć możliwość przerzucenia
raczej nieprzyjemnych obowiązków, zwłaszcza w tym nieprzyjemnym dla większości
osób czasie – bezrobocia, i lub długotrwałego bezskutecznego poszukiwania
pracy - na "poszukiwacza". W przypadku osób, które mają zatrudnienie, lecz potrzebują pomocy w znalezieniu czegoś bardziej
atrakcyjnego – lepiej płatnego, bardziej interesującego lub po prostu czegoś zupełnie
nowego – celem jest odbarczenie ich od kolejnych obowiązków, po to aby swój cenny
czas mogli spożytkować gdzie indziej.
Niestety w najmniej korzystnym położeniu znajduje się osoba bezrobotna, która zmuszona do ostateczności
wykorzystuje podobne wsparcie oddając swoje ostatnie środki na przetrwanie „pośrednikowi”.
Pomimo desperacji, powinna ona zachować zdrowy rozsądek. Nigdy nie wiadomo jak bardzo uczciwie
nasz "agent" ma zamiar wybrnąć z zadania.
Mianowicie, istnieje "szansa" opłacenia przyszłego pracodawcy
za pierwszy okres zatrudnienia danej osoby, niemniej niegwarantujący zainteresowanemu
żadnej stałości zatrudnienia – innymi słowy pracodawca łupem podzieli się „fifty-fifty”
z czego lwia część spłynie do „agenta” i „pracodawcy”, a pozostała część spłynie z powrotem
do „zleceniodawcy”, który zatrudnienie owszem otrzyma, ale wyłącznie na czas
obowiązujących w umowie warunków – następnie zostanie zwolniony, aby udostępnić
miejsce kolejnemu „zleceniodawcy” .
Zagrożeniem jest także „spoczywanie na laurach”, podczas gdy
poszukiwania pracy przejmie osoba w zupełności nieznająca się na rzeczy. Nietylko
stracimy czas, nie posuwając się do
przodu, to dodatkowo nieodpowiedzialny „Agent”, poprzez swój brak kompetencji
popsuje nam reputację na rynku, przedstawi w bardzo złym lub nieadekwatnym do sytuacji świetle, a konsekwencje mogą ciągnąć się za nami długie lata, równie długo jak czas życia informacji wprowadzonych do Internetu.
Nowa praca? Czemu nie? - dlaczego boimy się zmian
Kolejny rok w tej samej pracy z tymi samymi ludźmi, te same
nudne obowiązki.
A miało być tylko na chwilę, na rok, na przeczekanie na coś
lepszego. Finalnie utknęliśmy w jednym miejscu po prostu za długo, ponieważ
wcale super nam nie płacą, wcale się nie rozwijamy, a robota tak jak nie
przynosiła jakiejś super satysfakcji tak w dalszym ciągu jej nie przynosi.
Pomimo że często nie jesteśmy zachwyceni z naszej pracy,
wysokości wynagrodzenia, szefa, a nawet naszych współpracowników, to ciężko
jest nam zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę i po prostu coś z tym zrobić. Kosztowałoby to nas wyjściem
z „comfort zone”, dodatkową pracą, a nawet tymczasowym obniżeniem jakości
życia.
Boimy się nie tylko ryzyka i związanego z nim pogorszenia
sytuacji ekonomicznej, ale także konfrontacji z naszymi słabymi i silnymi stronami
- Czy jesteśmy wystarczająco dobrzy aby rościć żądania? Czy aby krok w kierunku
poprawy życia, nie stanie się naszym gwoździem do trumny. Przykrą prawdą, że
tak naprawdę w żadnej innej firmie już nas nie chcą, a my już dawno „wypadliśmy
z obiegu" - bo są młodsi, lepsi, bardziej otwarci, lepiej wykształceni.
Często trwając zbyt długo na jednym stanowisku przestajemy
interesować się realiami rynku pracy. Poszukiwanie pracy nas nie dotyczy więc
po co sprawdzać trendy, aktualne pytania rekruterów, czy modne wzory CV. Nasze ciche i nieśmiałe zainteresowania powoli odchodzą w
zapomnienie, a marzenia stają się już tylko odległymi wspomnieniami. Wspierani
przez równie niezadowoloną koleżankę/kolegę z pracy możemy spokojnie sobie narzekać i
czekać na kolejny weekend. Po którym znowu będzie kolejny poniedziałek.
Czy cena za takie „bezpieczeństwo” nie jest jednak trochę za
wysoka? Czy udręka myśli i poczucie wypalenia muszą towarzyszyć nam już przez cały czas?
Pomimo pewnych naturalnych obaw, zmiany niosą ze sobą korzyści - bezapelacyjnie. Jest
to szansa na poprawę samopoczucia, zadowolenia z siebie, spełnienia i
samorealizacji. Jest to bezpieczeństwo i satysfakcja w dłuższej perspektywie
czasu, bo nawet jeśli na początku było ciężko, to zastrzyk pozytywnej energii i
i wysokiej samooceny starczy nam na długie lata.O ile uda nam się przeciwstawić typowym dla człowieka buncie przeciwko jakimkolwiek nowościom, zaryzykujemy stawiając na szali nawet naszą pozycję społeczną, to niestety istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo sukcesu.
,
czwartek, 10 września 2015
Płaca minimalna, ale niewystarczająca
W kraju gdzie im człowiek biedniejszy tym płaci wyższe
podatki – w czasach „Wielkiego Głodu” to była metoda wykańczania Polaków –
pojawia się pewna polemika, lecz dotyczy ona głównie kwestii likwidacji pojęcia
płaca minimalna - która spowalnia gospodarkę i powstrzymuje przedsiębiorców
przed tworzeniem nowych miejsc pracy – niż naprawy i udoskonalenia przepisów, chroniących
godność człowieka.
O ile dla dużych firm o zasięgu międzynarodowym nie jest
problemem zatrudnianie na umowę o pracę a przejrzystość sprawozdań finansowych
jest priorytetowa, to już w przypadku niewielkich, raczkujących
przedsiębiorstw, rozpatrywanie zatrudnienia w szerszych kontekście takim jak
wpływ nowego pracownika na zysk firmy, jest konsekwentnie ignorowane.
Płaca minimalna to nie tylko marne zabezpieczenie
pracowników przed wyzyskiem, ale także mierna forma gromadzenia środków na przeżycie
w przyszłości w postaci emerytury - a w
zasadzie dodatkowe wsparcie dla budżetu Państwa. Pomniejszym celem wynagrodzenia
minimalnego jest redukowanie rozwarstwienia społecznego - Polaka albo stać na przeżycie, albo nie -
oraz redukcja ubóstwa w krajach rozwijających się – lecz jak nazwać
wynagrodzenie w wysokości 1750 brutto, jak nie skrajną biedą?
Według niektórych raportów płaca minimalna motywuje
pracowników - do wyjazdu za granicę – zmniejsza
rotację oraz poprawia wydajność pracy. Wyższe, lecz wciąż głodowe zarobki
podobno zwiększają konsumpcję i przyczyniają się do wzrostu gospodarczego.
Wciąż najważniejszym argumentem przejawiającym za płacą minimalną
jest wzrost podatków – w przypadku obecnej stawki minimalnej 1750 PLN brutto, z
której pracownik otrzymuje 1286, 17 PLN do ręki, pełne koszty wynagrodzenia pracownika
wynoszą 2112 PLN - co stanowi 65% minimalnego wynagrodzenia, które ostatecznie
otrzymuje pracownik. Horrendalne kwoty podatków – aż dziw bierze że Polska
jak dotąd nie jest jeszcze potęgą ekonomiczną, gospodarczą i infrastrukturalną
- sprawiają że Polak niechętnie podchodzi do kwestii nabywania dóbr i usług –
bo go nie stać – a na Rząd patrzy raczej sceptycznie. Do tego dochodzi kwestia
mentalności rodaków – pomimo że Polacy wciąż w miarę ze sobą solidarni, to
jednak to oszczędni pracodawcy,
którym ciężko dostrzec korzyści z
zatrudniania j. dodatkowy zysk, rozszerzanie działalności i więcej
obsłużonych i zadowolonych klientów.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Polska europejska, czy wciąż dominują tendencje z bloku wschodniego? Gdzie Polakom żyje się najlepiej?
Otwarte granice, swobodny przepływ środków, również w postaci siły roboczej zapowiadał nie tylko dynamiczny wzrost gospodarek europejskich, ale również stanowił skuteczną walkę z bezrobociem... zwłaszcza w Polsce. Niestety, krótkowzroczność idei tak typowa dla "starego" ustroju, nie wzięła pod uwagę, że z kraju będą uciekać nie tylko niewykształceni bezrobotni, ale przede wszystkim ludzie młodzi, zdolni i pełni determinacji, którzy zdają sobie sprawę z wartości własnej wiedzy, oraz pracy... zwłaszcza za granicą.
Rodzimy rynek nie tylko nie jest w stanie zabezpieczyć najuboższych obywateli kraju, ale również nie jest w stanie zachęcić licznych absolwentów uczelni wyższych do pozostania w Polasce. Już w samej Wielkiej Brytanii 7% personalu służby zdrowia stanowią obywatele Polski.
Minimalne zarobki w UK to 6,5 GBP/h, przy czym pracownicy wykwalifikowani zarabiają od 9 GBP/h w przypadku opiekuna osoby starszej, 12-19 GBP/h w przypadku pielęgniarki, natomiast pielęgniarka chirurgiczna otrzyma wynagrodzenie sięgające nawet 26 GBP/h. Nic dziwnego, że niedoceniona w kraju służba zdrowia emigruje, lub traktuje pacjentów i swoją pracę jak zło koniecznie - zmusza ich do tego nieustanne poświęcenie i brak satysfakcji z wykonywanych obowiązków, których w żaden sposób nie rekompensują ani warunki pracy - zniszczone, niechlujne ośrodki zdrowia, nieprzychylna, nadwyraz rozbudowana biurokracja - ani pensja. Polacy, którzy na wyspach piastują stanowiska administracyjne uzyskują pełnię praw rodowitych mieszkańców UK- "socjal" oczywiście obowiązuje wszystkich bez wyjątku, niemniej dużego znaczenia nabiera tutaj kwestia szacunku - a ich wynagrodzenia wcale nie odbiegają wysokością od wynagrodzeń Anglików.
Pomimo kryzysu w Irlandii, "Zielona Wyspa" wciąż pozostaje jednym z ulubionych kierunków emigrujących Polaków oferując im znacznie wyższe pensje niż te w kwitnącej i dynamicznie rozwijającej się Polsce. Jest to kierunek preferowany przez osoby trudniące się w budownictwie i pracach fizycznych, gdzie minimalne wynagrodzenie to 1300 Euro w pierwszym roku pobytu, sukcesywnie wzrastające o 400 Euro wprost proporcjonalnie do długości pobytu w obcym kraju.
Aż 24% osób które wyemigrowały z Polski do Niemiec to absolwenci uczelni wyższych, głównie lekarze i inżynierowie swobodnie posługujący się językiem niemieckim. Średnie wynagrodzenie w Niemczech wynosi 1810 Euro miesięcznie w przypadku wykwalifikowanych pracowników budowlanych, którzy zwykle mają zapewnione dodatkowe wyżywienie i zakwaterowanie. Duży popyt na pracowników kształtuje się też w obszarze opieki nad osobami starszymi, a ich wynagrodzenie to 1200 Euro netto wraz z zakwaterowaniem.
Pomimo niechęci niektórych Polaków do urzędu Unii Europejskiej to jednak właśnie jej zawdzięczamy możliwość światowej ekspansji polskich talentów za granicą. Szkoda tylko, że ich kraj nie jest im tak życzliwy jak by na to zasługiwali, a korzystną lukę w postaci braku pracowników najniższego szczebla prawdopodobnie będziemy łatać napływającymi emigrantami ze Wschodu.
czwartek, 27 sierpnia 2015
Realne zarobki w obsłudze klienta - praca tylko z powołania
Wg. badań Sedlak & Sedlak zarobki w obsłudze klienta kojarzonej zwykle z bardzo popularnymi i jednocześnie cieszącymi się złą sławą call center kształtują się na poziomie 3500 zł. w przypadku Panów oraz 2967 zł. w przypadku Pań - brutto. Najmniej, czyli 1900 zł. brutto otrzymują pracownicy szeregowi - pocieszający jest fakt, że to wyłącznie 1/10 wszystkich ankietowanych - oby próba dawała obiektywny wgląd w rzeczywistą sytuację zawodową Polaków.
Obecnie najpopularniejsze call center zlokalizowane są głównie w największych polskich aglomeracjach typu Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań - choć nie brakuje takich gdzie koszty najmu powierzchni "biurowej" są na tyle niskie iż kadrę zarządzającą mało interesuje w jak sposób i jak długo pracownicy dojeżdżają do pracy. Oferują swoim pracownikom stawki rozpoczynające się od 8 PLN do 16 PLN w przypadku realizacji wyników sprzedażowych. Wysokość wynagrodzeń zwykle zatrzymuje się na poziomie 9 zł/h - mało który pracownik potwierdza otrzymaną premię za osiągnięty poziom sprzedaży.
Nieco inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku pracowników wyższego szczebla, kierowników i przedstawicieli handlowych. Ich wynagrodzenie jest zdecydowanie bardziej satysfakcjonujące, a ponadto otrzymują oni do dyspozycji wiele kuszących dodatków: SAMOCHÓD SŁUŻBOWY wraz z kartą paliwową, laptop, i-pod, telefon komórkowy, kartę lunchowe, prywatną opiekę zdrowotną, kartę multisport oraz dopłaty do wyjazdów wakacyjnych.
Wyższe stanowisko, choć związane z większymi korzyściami oraz szeroko rozbudowanym pakietem socjalnym wcale nie odbiega zakresem obowiązków od stanowiska szeregowego konsultanta. Praca na słuchawce to stres, wypalenie zawodowe i ciągłe naciski. Praca w sprzedaży wymaga nieustannego podnoszenia kwalifikacji, doskonałej znajomości produktów oraz tzw. „podejścia” do klienta. Bardzo często należy pozostawić w tyle swoje morale nie tylko z uwagi na kuszącą premie, ale także z obawy na utratę pracy.
Najlepiej prosperującą grupą zawodową w obszarze obsługi klienta są dyrektorowie działów, których wynagrodzenie sięga nawet 31000 PLN.
Niestety, w tym obszarze brak jasnej ścieżki kariery powoduje iż wcale niełatwo o diametralny awans, a staż pracy niewiele zmienia wysokość wynagrodzenia. W rzeczywistości, nawet początkujący pracownik obsługi klienta może zarobić naprawdę duże pieniądze... wystarczy że ma to coś... smykałkę do sprzedaży i niebywały talent do nagabywania ludzi.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Oczekiwania finasowe młodych Polaków a realia rynkowe
Absolwenci studiów wyższych nie mają wysokich wymagań finansowych
względem pierwszego pracodawcy. Ich oczekiwania bez względu na ukończony przez
nich kierunek studiów kształtują się na poziomie od 1300 netto w obszarze handlu i usług – czyli tyle
samo ile zarobi sprzedawca lub kasjerka w pierwszym lepszym zagranicznym
molochu bez wykształcenia i doświadczenia w sprzedaży – do 2400 zł netto w
przypadku kierunków technicznych lub informatycznych – niestety zazwyczaj
wymagania finansowe nie są też podyktowane zdrowym rozsądkiem, który podpowiada
„za ile jestem w stanie chociaż przeżyć miesiąc?, a raczej chęcią posiadania
jakiejkolwiek pracy.
Dodatkowo pewne jest, że mężczyźni mają nieco wyższe
wymagania płacowe niż kobiety – czyżby panie intuicyjnie dostrzegały potrzebę
zwiększania swojej konkurencyjności poprzez niższe wymagania finansowe?
Nic dziwnego, że zagraniczni pracodawcy z otwartymi rękoma
przyjmują Polskich pracowników. Wykształconych, ambitnych i zupełnie bez wiary
w swoje możliwości – a tym samym z zaniżoną wartością rynkową. Oczekiwania
młodzieży przesiąkniętych piętnem odwiecznego kryzysu są niewysokie, w zasadzie
ukierunkowane na zdobycie jakiejkolwiek służalczej pracy w myśl utrwalonego
jeszcze z lat 80’ kultu nad pracodawcą i jego zakładem pracy.
Oczekiwania osób bezrobotnych o podobnym profilu
wykształcenia kształtują się nieco gorzej – z punktu widzenia pracodawcy – ponieważ ich minimalne oczekiwania są o 300
zł – 400 zł wyższe w porównaniu do oczekiwań etatowych absolwentów uczelni
wyższych. Stąd prawdopodobnie brak u nich stałej pracy.
Realia rynku pracy w zestawieniu z oczekiwaniami młodzieży
wcale nie malują się w lepszych barwach, ponieważ wg. badania Sedlak &
Sedlak młodzi ludzie w rzeczywistości zarabiają jeszcze mniej. Raport
podsumowuje zdanie, które poddaje w wątpliwość niskość wymagań finansowych Polaków,
bo mimo iż są dalekie od średniego wynagrodzenia w kraju, to mimo to wciąż jeszcze są
za wysokie.
W sytuacji, w której młody absolwent uczelni wyższej staje
przed koniecznością odpowiedzi na pytanie na temat swoich oczekiwań finansowych
– ile strzelić żeby nie przestrzelić i nie odpaść w przedbiegach, pomimo że w
pozostałych miejscach na świecie jest już całkiem normalne kojarzenie ofert
pracy wraz z jej ogólnorynkową stawką wynagrodzenia – ostatecznie nie wiadomo
czemu kandydat pracy jednak nie dostał?
środa, 29 lipca 2015
American dream - czy Polacy wciąż emigrują?
Zwykle zdania są podzielone czy wciąż wszyscy tak
chętnie emigrują do USA, jak miało to miejsce jeszcze przed kilku laty. Czy światowy kryzys
rzeczywiście pozbawił Stany Zjednoczone argumentów przemawiających za emigracją?
Czy jest sens, aby opuszczać kraj mlekiem miodem płynącym, aby potem z
utęsknieniem wypatrywać „tych pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych
pszenicą, posrebrzanych żytem”?
Niestety na znaczeniu nabierają fakty i dane liczbowe
odnoszące się do sytuacji zarobkowej Polaków, i pomimo że co roku przybywa
około 1,5 tys. nowych milionerów ulokowanych głównie w województwie mazowieckim to stopa życia większości
mieszkańców kraju bardzo odbiega od komfortu życia ludzi "na zachodzie". Innymi
słowy, poza dużo niższymi zarobkami Polaków w porównaniu z zarobkami naszych zachodnich sąsiadówi, Polska może się
poszczycić jednym z wyższych wskaźników cen podstawowych produktów użytkowych czyt. życie w Polsce jest drogie.
Stąd, nie dziwi fakt, że w samym 2013 roku z Polski wyjechało
70 tys. mieszkańców z czego zdecydowana część to osoby z wyższym wykształceniem.
Pomimo że w raportach przeważają dane, które gwarantują iż dynamika wzrostów
płac w Polsce jest dużo wyższa niż w Stanach, to jednak nie należy zapominać że
zarobki w USA są na tyle wysokie że już w zasadzie nie ma potrzeby żeby dalej rosły, my
natomiast i tak ich nigdy nie dogonimy. Póki
co prawdą jest, że najlepszym rozwiązaniem dla przeciętnego Kowalskiego jest
emigracja do Niemiec, UK, USA bądź modnej ostatnio Skandynawii. Obecnie w samych Stanach Zjednoczonych przebywa ponad 10 mln
Polaków – to ¼ liczebności kraju - a zachęt w USA jest co nie miara.
Długo by pisać o ile lepiej kształtują się zarobki
wykwalifikowanych specjalistów w Stanach Zjednoczonych, niemniej uśredniając
są to kwoty wielkości co najmniej kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie i to w
przypadku pracowników z wyższym wykształceniem i bez doświadczenia. Ponadto,
wysoka kultura organizacyjna gwarantuje pracownikom nie tylko godne
wynagrodzenie, ale również szeroki wachlarz benefitów pozapłacowych w postaci
dopłat do wakacji, kart sportowych, ubezpieczenia zdrowotnego i dla niepełnosprawnych,
planu emerytalnego, kursów edukacyjnych, jak również udziału w zyskach firmy, a
nawet opieki na dziećmi i pomimo bezpłatnych urlopów, to i tak wszystkim się to dużo bardziej opłaca i są bardziej zadowoleni niż u nas w Polsce.
W Polsce, pomimo że pojawia się coraz więcej zagranicznych firm dysponujących rozwiniętymi systemami motywacyjnymi pracowników - w przeciwnieństwie do małych polskich start -upów - i chętnie
lokujących swój kapitał w kraju nadwiślanym – chociaż znacznie więcej de facto
tego kapitału wypływa z powrotem za granicę - to
wciąż zdecydowanie wykorzystują onw słaby
poziom kultury organizacyjnej w Polsce, niż starają się wprowadzić do nas swoje
zachodnie standardy.
W związku z powyższym do najczęstszych powodów emigracji należą już nie tylko
kwestie płacowe, ale również jakość życia, kultura pracy i samorealizacja, poczucie
bezpieczeństwa i dobre prognozy na przyszłość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







