poniedziałek, 2 listopada 2015

Szwecja przyjazna obcokrajowcom?





Polacy wciaz decyduja sie na zmiene miejsca zmieszkania bez wzgledu na zawrotne zmiany polityczne w Polsce - a byc moze wlasnie z tego powodu. Sklaniaja ich ku temu pobodki zarowno gospodarcze ekonomiczne jak i spoleczne. Niezadko, tylko wyjazd z kraju jest w stanie zagwarantowac pewnym grupom spolecznym swobodny rozwoj zainteresowan oraz spokojne i satysfakcjonujace zycie. Emigracja nietylko zapewnia lepsze warunki pracy i zycia ale rowniez umozliwia wolnosc wlasnych przekonan. Poimo iz Polska to cudowny kraj, to wciaz zycie utrudniaja skomplikowane przepisy, dosc stronnicza mentalonosc spolecznestwa i dosc zaniedbane umiejetnosci tolerancyjne w stosunku do osob ktore roznia sie od mas.


Jest to tylko garsc powodow ktorymi kieruja sie osoby decydujace sie na wyjazd. Z uwagi na przesyt Polakow w Anglii, popularniejsze staly sie kraje skandynawskie. Jednym z takich kierunkow obieranych przez Polakow jest Szwecja. Niemniej jednak, podczas gdy znajomosc jezyka angielskiego stala sie od dluzszego czasu oczywista, nalezy liczyc sie z tym ze kraje nieanglojezyczne bede wymagaly od nowych mieszkancow znajomosci jezyka urzedowego mianowicie szwedzkiego tudziez norweskiego.


Generalnie jest to glowna przeszkoda ktora spotykaja osoby emigrujace do Szwecji. Pomimo ze kraj jest przyjazny obcokrajowcom, a zycie obfituje w szereg udogodnienin i benefitow, to jednak nauka jezyka szwedzkiego jest podstawowym elementem jezeli pragniemy  sie w tym kraju zadomowic na dluzszy czas.


W tym celu Szwecja wychodzi z otwartymi rekoma do osob ktore maja checi i pragna sie uczyc. Mianowicie jest mozliwa bezplatna nauka jezyka na miejscu, na roznych poziomach zaawansowania. Jedynym warunkiem, ktory nalezy spelniac jest posiadanie tzw. Personennummer, czyli tzw numeru ewidecyjnego ktory mozna uzyskac po zarejesrowaniu sie w urzedzie pracy zwanym Arbetsformedlingen  - strasznie trudna nazwa :P Wowczas uzyskujemy szereg dodatkowych mozliwosci. Urzad nietylko pomoze w znalezieniu pracy ale rowniez pomoze w tlumaczeniu dukmentacji dyplomowej, certyfikatw itd., Szwecja bowiem ma bardzo jasno uregulowane zasady zatrudniania i rynku pracy, jak rowniez dosc istotnie wspiera fiansowo firmy ktore zdecyduja sie na zatrudnienie bezrobotnych za posrednictwem Arbetsförmedlingen w postaci 80% dofinansowania do wynagrodzenia pracownika.


Pewien problem stanowi rowniez znalezienie zakwaterowania. Wynajem mieszkania wiaze sie z podpisywaniem specjalnego kontraktu ktory zabezpiecza obie storny przez nieuczciwymi praktykami. Duzo latwiej jest wynajac pokoj. W przypadku stolicy kraju Sztokholmu, bez wzgledu na lokalizacje, nie nalezy obawiac sie o jakosc komunikacji miejskiej, ktora jest sprawna, szybka i punktualna. Pomimo iz bilet miesieczny stanowi na poczatku dosc duzy koszt - jest to 800 koron szwedzkich czyli w przeliczeniu na PLN okolo 400 zlotych, to jest to jednak wydatek warty zachodu.


Generalnie ceny w Szwecji sa bardzo wysokie jak na portfel przecietnego Polaka, to jednak pracujac w Szwecji, kazdego jest stac na przyzwoite zycie, a ceny w sklepach sa na racjonalnym poziomie - w zasadzie porownujac koszyk dobr na ktory moze pozwolic sobie osoba zarabiajaca minimalna krajowa w Polsce a w Szwecji roznica jest poprostu ordynarna. W skrcie warto. ´Dlatego, osoby ktore decyduja sie na wyjazd, oraz wykazuja doze determinacji powinny na poczatku uzbroic sie w cierpliwosc i byc wyrozumiale, nawet jezeli legitymuja sie znajomoscia jezyka angielskiego - co zdecydowania pomaga - jak rowniez wyzszym wyksztalceniem. W Szwecji nie ma to zbyt duzego znaczenia, a pierwsza praca zazwyczaj jest sprzatanie. W kraju panuje niepisana umowa, ze kazdy imigrant musi znac jezyk szewdzki jezeli pragnie korzystac ze wszystkich przywilejow w kraju, a nawet mniej odpowiedzialne stanowiska zwlasza zwiazane z obsluga klienta wymagaja komunikatywnej znajomosci jezyka szwedzkiego - za wyjatkiem programistow ktorzy wszedzie znajda prace. W przeciwnym razie polecam Szwecje w celach turystycznych, poniewaz jest to kraj ktory obfituje w niesamowicie piekna przyrode, ktora warto podziwiac na wlasne oczy.


Pozdrowienia z Arbetsförmedlingen gdzie nie ma Polskich znakow na klawiaturze. :P



poniedziałek, 21 września 2015

Praca w budżetóywce - fakty i fikcje






Istnieje szereg niemalże mistycznych historii nt. państwowej pracy na stanowisku urzędnika. Wyśniona, niczym idealna, bez stresu, dostępna wyłącznie dzięki więzom krwi. Z dziada pradziada piastowane urzędnicze stołki, na emerytury nie chodzą, kolesiostwo stosują, jak nie golną z rana to nie pracują. 

Prawdą jest, że niestety wciąż niełatwo jest "dostać się" do "państwowej pracy" bez tzw. "znajomości" i to najlepiej takich w rodzinie. Rozbudowana biurokracja, która nie omija również procesu rekrutacji, skrzętnie eliminuje jakąkolwiek uczciwą konkurencję. Tylko będąc blisko "źródła", można osiągnąć w tym względzie względny sukces. W Internecie widnieją wyłącznie fikcyjne ogłoszenia o pracę, na realne posady, które już mają właścicieli.
 
Pomimo początkowych trudności z uzyskaniem pracy, potem już może być tylko gorzej. Jest to specyficzna, nietypowa, wymagająca niecodziennych umiejętności od kandydata. A przede wszystkim:

Preferowane zamiłowanie do lat 70' i to nie tylko pod kątem wizerunku, ale przede wszystkim dynamiki pracy. Dokształcanie się  i "poszerzanie horyzontów"nie jest nic warte - praca jest po to, aby każdy ją miał, w zasadzie nic sensownego nie musi, a nawet nie powinno z niej wypływać. Pracujemy w myśl zasady nie wyróżniaj się, która nie ma nic wspólnego z pracą w grupie - nie mylić z tzw. "team work" lub "team spirit", ponieważ "czepialstwo" dotyka nie tylko cywilnych interesantów, ale również samych współpracowników.

W związku z powyższym, jeżeli jesteś osobą ambitną, która ceni efekty swojej pracy, istnieje ryzyko, że Twoja odmienna postawa bardzo szybko doprowadzi cię do frustracji. Dzień za dniem, bez ambicji, tak doczekasz swych ostatnich dni.

Ci co sądzą, że przynajmniej zarobki w "budżetówce" są bardziej motywujące, zostaną rozczarowani. Zarobki są, ale wysokie tylko w stosunku do efektywności pracy. Nie zmienia to faktu, że pensje nie pozwalają na życie w dostatku i nie rekompensuje ich nawet fakt "13-stki" czy tzw. "wakacji pod gruszą".

Obecnie przyszłościowa, być może nawet pożądana, jedyna stała na rynku - ciągu pracy nawet śmierć nie rozłączy - już wkrótce (oby), może zostanie gruntownie zreformowana - póki co "Green Peace" zajadle walczy o pszczoły, nie dbając o lasy i tony papieru produkowane w imię urzędniczych procedur.

sobota, 12 września 2015

Nowy zawód - poszukiwacz pracy czylli sam nie mam pracy ale chętnie znajdę ją Tobie.







Zastanawiamy się jakie zawody mogą cieszyć się w przyszłości popularnością. W jakim zakresie się kształcić już teraz, aby za jakiś czas być rozchwytywanym na rynku pracy specjalistą?

W Internecie kwitnie nowy pomysł na biznes, a właściwie samozatrudnienie. Mianowicie, bezrobotni chętnie poszukają pracy dla ciebie za ciebie. W przeciwieństwie do istniejących na rynku agencji zatrudnienia - zmonopolizowanych na korzyść pracodawcy, tu możemy spodziewać się usług w zupełności zindywidualizowanych. "Agent" skupiony wyłącznie na tobie, przeprowadzi pełną analizę personalną, doradzi obszar zatrudnienia, zasugeruje zmiany oraz załatwi wszelkie formalności. Następnie napisze za ciebie CV, skontaktuje się z przyszłym pracodawcą, a nawet pójdzie za Ciebie na rozmowę rekrutacyjną, która nabiera nowego znaczenia – wymiany handlowej tudzież ubicia targu. Nie ma znaczenia czy jemu samemu z łatwością przychodzi odnalezienie się na rynku pracy, czy zna się "na rzeczy" i czy rzeczywiście jest w stanie świadczyć w tym zakresie profesjonalne usługi.

Usługa „pośrednictwa”  jest odpłatna za wykonanie zadania – rozliczenie godzinowe byłoby tu raczej nie na miejscu, ale kto wie? – ma swoje wady jak i zalety. 

Do zalet przede wszystkim należy zaliczyć możliwość przerzucenia raczej nieprzyjemnych obowiązków, zwłaszcza w tym nieprzyjemnym dla większości osób czasie – bezrobocia, i lub długotrwałego bezskutecznego poszukiwania pracy -  na "poszukiwacza". W przypadku osób, które mają zatrudnienie, lecz potrzebują pomocy w znalezieniu czegoś bardziej atrakcyjnego – lepiej płatnego, bardziej interesującego lub po prostu czegoś zupełnie nowego – celem jest odbarczenie ich od kolejnych obowiązków, po to aby swój cenny czas mogli spożytkować gdzie indziej.

Niestety w najmniej korzystnym położeniu znajduje się osoba  bezrobotna, która zmuszona do ostateczności wykorzystuje podobne wsparcie oddając swoje ostatnie środki na przetrwanie „pośrednikowi”. Pomimo desperacji, powinna ona zachować zdrowy rozsądek. Nigdy nie wiadomo jak bardzo uczciwie nasz "agent" ma zamiar wybrnąć z zadania. 

Mianowicie, istnieje "szansa" opłacenia przyszłego pracodawcy za pierwszy okres zatrudnienia danej osoby, niemniej niegwarantujący zainteresowanemu żadnej stałości zatrudnienia – innymi słowy pracodawca łupem podzieli się „fifty-fifty” z czego lwia część spłynie do „agenta” i „pracodawcy”, a pozostała część spłynie z powrotem do „zleceniodawcy”, który zatrudnienie owszem otrzyma, ale wyłącznie na czas obowiązujących w umowie warunków – następnie zostanie zwolniony, aby udostępnić miejsce kolejnemu „zleceniodawcy” .

Zagrożeniem jest także „spoczywanie na laurach”, podczas gdy poszukiwania pracy przejmie osoba w zupełności nieznająca się na rzeczy. Nietylko stracimy czas,  nie posuwając się do przodu, to dodatkowo nieodpowiedzialny „Agent”, poprzez swój brak kompetencji popsuje nam reputację na rynku, przedstawi  w bardzo złym lub nieadekwatnym do sytuacji świetle, a konsekwencje mogą ciągnąć się za nami długie lata, równie długo jak czas życia informacji wprowadzonych do Internetu. 




Nowa praca? Czemu nie? - dlaczego boimy się zmian






Kolejny rok w tej samej pracy z tymi samymi ludźmi, te same nudne obowiązki. 

A miało być tylko na chwilę, na rok, na przeczekanie na coś lepszego. Finalnie utknęliśmy w jednym miejscu po prostu za długo, ponieważ wcale super nam nie płacą, wcale się nie rozwijamy, a robota tak jak nie przynosiła jakiejś super satysfakcji tak w dalszym ciągu jej nie przynosi.

Pomimo że często nie jesteśmy zachwyceni z naszej pracy, wysokości wynagrodzenia, szefa, a nawet naszych współpracowników, to ciężko jest nam zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę i po prostu coś z tym zrobić. Kosztowałoby to nas wyjściem z „comfort zone”, dodatkową pracą, a nawet tymczasowym obniżeniem jakości życia.

Boimy się nie tylko ryzyka i związanego z nim pogorszenia sytuacji ekonomicznej, ale także konfrontacji z naszymi słabymi i silnymi stronami - Czy jesteśmy wystarczająco dobrzy aby rościć żądania? Czy aby krok w kierunku poprawy życia, nie stanie się naszym gwoździem do trumny. Przykrą prawdą, że tak naprawdę w żadnej innej firmie już nas nie chcą, a my już dawno „wypadliśmy z obiegu" - bo są młodsi, lepsi, bardziej otwarci, lepiej wykształceni.

Często trwając zbyt długo na jednym stanowisku przestajemy interesować się realiami rynku pracy. Poszukiwanie pracy nas nie dotyczy więc po co sprawdzać trendy, aktualne pytania rekruterów, czy modne wzory CV. Nasze ciche i nieśmiałe zainteresowania powoli odchodzą w zapomnienie, a marzenia stają się już tylko odległymi wspomnieniami. Wspierani przez równie niezadowoloną koleżankę/kolegę z pracy możemy spokojnie sobie narzekać i czekać na kolejny weekend. Po którym znowu będzie kolejny poniedziałek.

Czy cena za takie „bezpieczeństwo” nie jest jednak trochę za wysoka? Czy udręka myśli i poczucie wypalenia muszą towarzyszyć nam już przez cały czas?

Pomimo pewnych naturalnych obaw, zmiany niosą ze sobą korzyści - bezapelacyjnie. Jest to szansa na poprawę samopoczucia, zadowolenia z siebie, spełnienia i samorealizacji. Jest to bezpieczeństwo i satysfakcja w dłuższej perspektywie czasu, bo nawet jeśli na początku było ciężko, to zastrzyk pozytywnej energii i i wysokiej samooceny starczy nam na długie lata.O ile uda nam się przeciwstawić typowym dla człowieka buncie przeciwko jakimkolwiek nowościom, zaryzykujemy stawiając na szali nawet naszą pozycję społeczną, to niestety istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo sukcesu. 



,

czwartek, 10 września 2015

Płaca minimalna, ale niewystarczająca







 
W kraju gdzie im człowiek biedniejszy tym płaci wyższe podatki – w czasach „Wielkiego Głodu” to była metoda wykańczania Polaków – pojawia się pewna polemika, lecz dotyczy ona głównie kwestii likwidacji pojęcia płaca minimalna - która spowalnia gospodarkę i powstrzymuje przedsiębiorców przed tworzeniem nowych miejsc pracy – niż naprawy i udoskonalenia przepisów, chroniących godność człowieka.

O ile dla dużych firm o zasięgu międzynarodowym nie jest problemem zatrudnianie na umowę o pracę a przejrzystość sprawozdań finansowych jest priorytetowa, to już w przypadku niewielkich, raczkujących przedsiębiorstw, rozpatrywanie zatrudnienia w szerszych kontekście takim jak wpływ nowego pracownika na zysk firmy, jest konsekwentnie ignorowane.

Płaca minimalna to nie tylko marne zabezpieczenie pracowników przed wyzyskiem, ale także mierna forma gromadzenia środków na przeżycie w przyszłości w postaci emerytury -  a w zasadzie dodatkowe wsparcie dla budżetu Państwa. Pomniejszym celem wynagrodzenia minimalnego jest redukowanie rozwarstwienia społecznego  - Polaka albo stać na przeżycie, albo nie - oraz redukcja ubóstwa w krajach rozwijających się – lecz jak nazwać wynagrodzenie w wysokości 1750 brutto, jak nie skrajną biedą?

Według niektórych raportów płaca minimalna motywuje pracowników  - do wyjazdu za granicę – zmniejsza rotację oraz poprawia wydajność pracy. Wyższe, lecz wciąż głodowe zarobki podobno zwiększają konsumpcję i przyczyniają się do wzrostu gospodarczego. 

Wciąż najważniejszym argumentem przejawiającym za płacą minimalną jest wzrost podatków – w przypadku obecnej stawki minimalnej 1750 PLN brutto, z której pracownik otrzymuje 1286, 17 PLN do ręki, pełne koszty wynagrodzenia pracownika wynoszą 2112 PLN - co stanowi 65% minimalnego wynagrodzenia, które ostatecznie otrzymuje pracownik. Horrendalne kwoty podatków – aż dziw bierze że Polska jak dotąd nie jest jeszcze potęgą ekonomiczną, gospodarczą i infrastrukturalną - sprawiają że Polak niechętnie podchodzi do kwestii nabywania dóbr i usług – bo go nie stać – a na Rząd patrzy raczej sceptycznie. Do tego dochodzi kwestia mentalności rodaków – pomimo że Polacy wciąż w miarę ze sobą solidarni, to jednak to oszczędni  pracodawcy, którym ciężko dostrzec korzyści z zatrudniania j. dodatkowy zysk, rozszerzanie działalności i więcej obsłużonych i zadowolonych klientów.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Polska europejska, czy wciąż dominują tendencje z bloku wschodniego? Gdzie Polakom żyje się najlepiej?






Otwarte granice, swobodny przepływ środków, również w postaci siły roboczej zapowiadał nie tylko dynamiczny wzrost gospodarek europejskich, ale również stanowił skuteczną walkę z bezrobociem... zwłaszcza w Polsce. Niestety, krótkowzroczność idei tak typowa dla "starego" ustroju, nie wzięła pod uwagę, że z kraju będą uciekać nie tylko niewykształceni bezrobotni, ale przede wszystkim ludzie młodzi, zdolni i pełni determinacji, którzy zdają sobie sprawę z wartości własnej wiedzy, oraz pracy... zwłaszcza za granicą.

Rodzimy rynek nie tylko nie jest w stanie zabezpieczyć najuboższych obywateli kraju, ale również nie jest w stanie zachęcić licznych absolwentów uczelni wyższych do pozostania w Polasce. Już w samej Wielkiej Brytanii 7% personalu służby zdrowia stanowią obywatele Polski.

Minimalne zarobki w UK to 6,5 GBP/h, przy czym pracownicy wykwalifikowani zarabiają od 9 GBP/h w przypadku opiekuna osoby starszej, 12-19 GBP/h w przypadku pielęgniarki, natomiast pielęgniarka chirurgiczna otrzyma wynagrodzenie sięgające nawet 26 GBP/h. Nic dziwnego, że niedoceniona w kraju służba zdrowia emigruje, lub traktuje pacjentów i swoją pracę jak zło koniecznie - zmusza ich do tego nieustanne poświęcenie i brak satysfakcji z wykonywanych obowiązków, których w żaden sposób nie rekompensują ani warunki pracy - zniszczone, niechlujne ośrodki zdrowia, nieprzychylna, nadwyraz rozbudowana biurokracja - ani pensja. Polacy, którzy na wyspach piastują stanowiska administracyjne uzyskują pełnię praw rodowitych mieszkańców UK- "socjal" oczywiście obowiązuje wszystkich bez wyjątku, niemniej dużego znaczenia nabiera tutaj kwestia szacunku - a ich wynagrodzenia wcale nie odbiegają wysokością od wynagrodzeń Anglików.

Pomimo kryzysu w Irlandii, "Zielona Wyspa" wciąż pozostaje jednym z ulubionych kierunków emigrujących Polaków oferując im znacznie wyższe pensje niż te w kwitnącej i dynamicznie rozwijającej się Polsce. Jest to kierunek preferowany przez osoby trudniące się w budownictwie i pracach fizycznych, gdzie minimalne wynagrodzenie to 1300 Euro w pierwszym roku pobytu, sukcesywnie wzrastające o 400 Euro wprost proporcjonalnie do długości pobytu w obcym kraju.

Aż 24% osób które wyemigrowały z Polski do Niemiec to absolwenci uczelni wyższych, głównie lekarze i inżynierowie swobodnie posługujący się językiem niemieckim. Średnie wynagrodzenie w Niemczech wynosi 1810 Euro miesięcznie w przypadku wykwalifikowanych pracowników budowlanych, którzy zwykle mają zapewnione dodatkowe wyżywienie i zakwaterowanie. Duży popyt na pracowników kształtuje się też w obszarze opieki nad osobami starszymi, a ich wynagrodzenie to 1200 Euro netto wraz z zakwaterowaniem.

Pomimo niechęci niektórych Polaków do urzędu Unii Europejskiej to jednak właśnie jej zawdzięczamy możliwość światowej ekspansji polskich talentów za granicą. Szkoda tylko, że ich kraj nie jest im tak życzliwy jak by na to zasługiwali, a korzystną lukę w postaci braku pracowników najniższego szczebla prawdopodobnie będziemy łatać napływającymi emigrantami ze Wschodu. 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Realne zarobki w obsłudze klienta - praca tylko z powołania







Wg. badań Sedlak & Sedlak zarobki w obsłudze klienta kojarzonej zwykle z bardzo popularnymi i jednocześnie cieszącymi się złą sławą call center kształtują się na poziomie 3500 zł. w przypadku Panów oraz 2967 zł. w przypadku Pań - brutto. Najmniej, czyli 1900 zł. brutto otrzymują pracownicy szeregowi - pocieszający jest fakt,  że to wyłącznie 1/10 wszystkich ankietowanych - oby próba dawała obiektywny wgląd w rzeczywistą sytuację zawodową Polaków.

Obecnie najpopularniejsze call center zlokalizowane są głównie w największych polskich aglomeracjach typu Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań  - choć nie brakuje takich gdzie koszty najmu powierzchni "biurowej" są na tyle niskie iż kadrę zarządzającą mało interesuje w jak sposób i jak długo pracownicy dojeżdżają do pracy. Oferują swoim pracownikom stawki rozpoczynające się od 8 PLN do 16 PLN w przypadku realizacji wyników sprzedażowych. Wysokość wynagrodzeń  zwykle zatrzymuje się na poziomie 9 zł/h - mało który pracownik potwierdza otrzymaną premię za osiągnięty poziom sprzedaży.

Nieco inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku pracowników wyższego szczebla, kierowników i przedstawicieli handlowych. Ich wynagrodzenie jest zdecydowanie bardziej satysfakcjonujące, a ponadto otrzymują oni do dyspozycji wiele kuszących dodatków: SAMOCHÓD SŁUŻBOWY wraz z kartą paliwową, laptop, i-pod, telefon komórkowy, kartę lunchowe, prywatną opiekę zdrowotną, kartę multisport oraz dopłaty do wyjazdów wakacyjnych.

Wyższe stanowisko, choć związane z większymi korzyściami oraz szeroko rozbudowanym pakietem socjalnym wcale nie odbiega zakresem obowiązków od stanowiska szeregowego konsultanta. Praca na słuchawce to stres, wypalenie zawodowe i ciągłe naciski. Praca w sprzedaży wymaga nieustannego podnoszenia kwalifikacji, doskonałej znajomości produktów oraz tzw. „podejścia” do klienta. Bardzo często należy pozostawić w tyle swoje morale nie tylko z uwagi na kuszącą premie, ale także z obawy na utratę pracy.

Najlepiej prosperującą grupą zawodową w obszarze obsługi klienta są dyrektorowie działów, których wynagrodzenie sięga nawet 31000 PLN.

Niestety, w tym obszarze brak jasnej ścieżki kariery powoduje iż wcale niełatwo o diametralny awans, a staż pracy niewiele zmienia wysokość wynagrodzenia. W rzeczywistości, nawet początkujący pracownik obsługi klienta może zarobić naprawdę duże pieniądze... wystarczy że ma to coś... smykałkę do sprzedaży i niebywały talent do nagabywania ludzi.  




wtorek, 18 sierpnia 2015

Oczekiwania finasowe młodych Polaków a realia rynkowe

 
 

Absolwenci studiów wyższych nie mają wysokich wymagań finansowych względem pierwszego pracodawcy. Ich oczekiwania bez względu na ukończony przez nich kierunek studiów kształtują się na poziomie od 1300  netto w obszarze handlu i usług – czyli tyle samo ile zarobi sprzedawca lub kasjerka w pierwszym lepszym zagranicznym molochu bez wykształcenia i doświadczenia w sprzedaży – do 2400 zł netto w przypadku kierunków technicznych lub informatycznych – niestety zazwyczaj wymagania finansowe nie są też podyktowane zdrowym rozsądkiem, który podpowiada „za ile jestem w stanie chociaż przeżyć miesiąc?, a raczej chęcią posiadania jakiejkolwiek pracy. 

Dodatkowo pewne jest, że mężczyźni mają nieco wyższe wymagania płacowe niż kobiety – czyżby panie intuicyjnie dostrzegały potrzebę zwiększania swojej konkurencyjności poprzez niższe wymagania finansowe?

Nic dziwnego, że zagraniczni pracodawcy z otwartymi rękoma przyjmują Polskich pracowników. Wykształconych, ambitnych i zupełnie bez wiary w swoje możliwości – a tym samym z zaniżoną wartością rynkową. Oczekiwania młodzieży przesiąkniętych piętnem odwiecznego kryzysu są niewysokie, w zasadzie ukierunkowane na zdobycie jakiejkolwiek służalczej pracy w myśl utrwalonego jeszcze z lat 80’ kultu nad pracodawcą i jego zakładem pracy.

Oczekiwania osób bezrobotnych o podobnym profilu wykształcenia kształtują się nieco gorzej  – z punktu widzenia pracodawcy  – ponieważ ich minimalne oczekiwania są o 300 zł – 400 zł wyższe w porównaniu do oczekiwań etatowych absolwentów uczelni wyższych. Stąd prawdopodobnie brak u nich stałej pracy.

Realia rynku pracy w zestawieniu z oczekiwaniami młodzieży wcale nie malują się w lepszych barwach, ponieważ wg. badania Sedlak & Sedlak młodzi ludzie w rzeczywistości zarabiają jeszcze mniej. Raport podsumowuje zdanie, które poddaje w wątpliwość niskość wymagań finansowych Polaków, bo mimo iż są dalekie od średniego wynagrodzenia w kraju, to mimo to wciąż jeszcze są za wysokie.

W sytuacji, w której młody absolwent uczelni wyższej staje przed koniecznością odpowiedzi na pytanie na temat swoich oczekiwań finansowych – ile strzelić żeby nie przestrzelić i nie odpaść w przedbiegach, pomimo że w pozostałych miejscach na świecie jest już całkiem normalne kojarzenie ofert pracy wraz z jej ogólnorynkową stawką wynagrodzenia – ostatecznie nie wiadomo czemu kandydat pracy jednak nie dostał?