sobota, 20 września 2014

Praca w sklepie - szansa czy porażka?



Pomimo bezrobocia to wciąż dużą popularnością (wśród pracodawców) cieszą się ogłoszenia o pracę na tzw. stanowisko Sales Assistant. Równie wiele osób już zdążyło pracować lub wciąż pracuje w sklepie.

Czy ta praca ma coś w sobie? Czy warto pracować jako sprzedawca? Jakie są najgorsze i najlepsze strony pracy sprzedawcy?

Na początek należy wspomnieć, bez owijania w bawełnę, że stawki nie powalają. Wynagrodzenie w przeciętnej sieciówce nie przekracza najniższej krajowej. Niemniej w zależności od polityki firmy, Sprzedawcy mogą liczyć na zniżki, premie, konkursy, bonusy, gratisy w postaci produktów, a nawet zagraniczne wycieczki. Ponadto, o ile wykażą się determinacją i zaangażowaniem, mogą liczyć na awans na kierownika sklepu lub dalej w strukturach firmy.

Niemniej praca, jak każda inna ma swoje jaśniejsze i ciemniejsze strony. Najistotniejsze aspekty w pracy na stanowisku Asystenta Sprzedaży jest śmiałość i otwartość do ludzi, i oczywiście tak zwany dryg do sprzedaży. Bynajmniej, czy osoba bez wrodzonej umiejętności wciskania „kota w worku” powinna raczej dać sobie spokój z tą pracą?

Otóż, sprawa jest dość złożona. Każdy skutek ma swoją przyczynę w związku z czym nawet osoba w pełni umotywowana, a nawet „wierząca w produkt”, może mieć problem z finalizacją sprzedaży – najmilszy i najbardziej pewny siebie sprzedawca, bez wyników, niestety długo się w tym zawodzie nie utrzyma. Powodem mogą być (i zwykle są) wewnętrzne bariery, które można, a nawet trzeba  przełamywać.

Do najczęstszych uwag kierowników zazwyczaj należą brak zaangażowania, słabe wyniki sprzedażowe, lekceważący stosunek do pracy. I tak jak z ostatnim nie da się już nic zrobić (lepiej od razy dać sobie spokój i nie zawracać nikomu głowy) to pozostałe kwestie są do nadrobienia. Kluczem do sukcesu są szkolenia z technik sprzedażowych, którym nie zawsze jest poświęcona wystarczająca ilość uwagi – zwykle szkolenia pracowników dotyczą kwestii produktu.

Dla jednych osób na przykład problem stanowi sprzedaż produktów luksusowych, na które sami nie mogą sobie pozwolić, a dla innych problemem jest rozpoczęcie rozmowy z „trudnym klientem”. Jeszcze inni po prostu nie lubią sprzedawać komuś czegoś czego sami by nigdy nie kupili. Problem stanowi również brak wiedzy nt. produktu - ale to siłą rzeczy z czasem da się nadrobić z uwagi na czas spędzany w sklepie. 

Reasumując, praca Sprzedawcy wcale nie jest tak banalna ja by się wydawało. Dla niektórych osób może stanowić duże źródło satysfakcji, a dla innych pasmo udręk (wszystko zależy od nastawienia), niemniej dla młodych osób szukających doświadczenia w pracy zawodowej bez wątpienia jest to szansa.

poniedziałek, 15 września 2014

Gdzie (wyjechać) za pracą?


Jak dotąd Polacy głównie kierowali się na „Wyspy”. Aczkolwiek i tam pojawił się przesyt (nie)wykwalifikowanych pracowników (robotników).  Nie jesteśmy już tam tak mile widziani jak przedtem, mimo że najrzadziej korzystamy z pomocy socjalnej spośród wszystkich  przyjezdnych (i  rodowitych) Londyńczyków. Stąd, od pewnego czasu rodacy przychylniejszym okiem spojrzeli na naszą zachodnią granicę. Niemcy witają tych, którzy znają język niemiecki, lub chcą się go uczyć. Póki co, wciąż największą barierą pozostają najwyraźniej aspekty historyczne. Niemniej, jest to jeden z najchętniej obieranych przez Polaków kierunków.

Kolejnym, najnowszym kierunkiem emigracji Polaków stały się Zjednoczone Emiraty Arabskie.    Oferują one zwykłym śmiertelnikom luksus w postaci doskonałej infrastruktury i dostępu do najlepszych dóbr. Ponadto, państwo nie pobiera podatku dochodowego. Z jednej strony zarobimy więcej, z drugiej niestety trzeba się samemu zatroszczyć o składki emerytalne. Pracodawca opłaca tylko ubezpieczenie. Dla jednych raj dla ziemi, dla innych jednak różnice kulturowe stanowią przeszkodę nie do pokonania. Jak jest w rzeczywistości? Czy Zjednoczone Emiraty Arabskie to alternatywa wyłącznie dla mężczyzn? Ponoć nie, aczkolwiek kobiety powinny „trochę się zakryć” na ulicy, a alkohol można zakupić bez większego problemu o ile ukończyłeś 21 lat i posiadasz tzw. Licencję.  

Ku naszej uciesze, dla  niektórych najlepszym miejscem do życia okazuje się Polska. Kraj nad Wisłą szczególnie upodobali sobie nasi wschodni sąsiedzi z Ukrainy. Rzesze Ukraińców przyjeżdżają do Polski z nadzieją na poprawę swojej kondycji finansowej i życiowej. Zatrudnienia szukają zwykle w budowlance, lub przy zbieraniu i załadunku owoców – czyli to samo co my robimy, z tym że w Niemczech lub Anglii. W sumie nic w tym dziwnego,  kiedy średnia krajowa u naszych wschodnich sąsiadów to raptem 310 €. Kiedy w Polsce PKB na jednego mieszkańca wyniósł 20 000$ to na Ukrainie był on równy 7 500$. Wiele do życzenia pozostawia także średnia długość życia mieszkańców obu krajów. Kiedy w Polsce przeciętny wiek życia to aż 76 lat, na Ukrainie to tylko 70 lat. 

Wniosek nasuwa się tylko jeden, skoro Polacy tak chętnie długo żyją, to może to życie nie jest znowu takie najgorsze?


wtorek, 9 września 2014

Niepewność na rynku pracy - buduje?


Czy istnieje takie pojęcie jak stabilizacja w XXI wieku? Pewność pracy, partnera, kursu walut?  

Pracę możesz stracić z dnia na dzień (przecież cioteczny brat syna szefa nie pojawił się w firmie, akurat w Twoim dziale, bez powodu, zwłaszcza że ostatnio zaliczyłeś małą „wtopę”),  faceta (oookkkk…, partnera/kę) zresztą też (bo Zuzia ma zgrabniejsze nogi, a przecież wy i tak już dawno się od siebie oddaliliście).  A kredyt? No cóż, bank obiecał spełniać marzenia… ale jakim kosztem? Wciąż rosnących stóp procentowych?

Człowiek nieustannie zmusza(się)/ny by przeć na przód, bo Asia ma nową kuchnię, a Robert znów wymienił samochód na nowszy. Aaaa, żebym nie zapomniała, Kowalscy dostali kolejny kredyt i właśnie wprowadzają się do nowiutkiego, stumetrowego mieszkania. A ty co? Ostatni awans był jakieś półtora roku, powoli zaczynasz wypalać się w pracy, a rodzina?? No cóż... potencjalni partnerzy nie mają czasu... , głowy do miłości..., zresztą tak samo jak Ty... więc lepiej nie wkręcać się, nie narzekać, inni mają gorzej i wgłębić się tym razem np.w język ruski (tak na wypadek np. wojny). Poza tym, przecież poprzedni kurs Cada okazał się całkiem niezłym pomysłem - awans na Project Managera znikąd się nie wziął...

Oczywiście, przejeżdżałaś ostatnio przez takie miłe, spokojne miasteczko. Wszyscy ludzie jacyś tacy wyciszeni, zadowoleni i ta Pani w sklepie taka miła… chociaż mogła się trochę pośpieszyć z tym wydawaniem reszty... A gdyby tak rzucić wszystko i wreszcie zwolnić? Czytać książki, gotować i poznać miłego faceta? Bo co tak naprawę daje Ci obecne życie, prywatne i zawodowe? Ciągły pośpiech, usilne próby, aby nie zrzucić wysoko zawieszonej (przez kogo?) poprzeczki?  

Niepewność na rynku pracy buduje. Pytanie tylko co?
Poczucie własnej wartości?
Czy przekonanie bycia komuś (Szefowi? Firmie?) potrzebnym (czyt. niezastąpionym)?

Bez znaczenia.

Ale czy ktoś jeszcze potrafi inaczej żyć?




sobota, 9 sierpnia 2014

Praca w korpo uzależnia?

Czy w pracy w dużej, międzynarodowej korporacji tkwi jakaś nieznana, upragniona do zgłębienia tajemnica? Czy rzeczywiście jest to wymarzona praca usłana różami, czy wyścig szczurów bez końca? Jak kusi, a czym zniechęca?

Ich życie tętni tylko w centrach największych miast. To właśnie ich pracownicy korkują ulice służbowymi samochodami. To tych wybrańców stać na firmowe obiady w modnych restauracjach.

Ale za jaką cenę?

Spełnienia  marzeń i samorealizacji?
A może to instynkt samozachowawczy? Coś w środku każe im wciąż dawać więcej i więcej ...?

Atmosfera w takiej firmie jest niecodzienna, niespotykana. To ludzie tworzą korpo, tworzą ten klimat.
Ambicje, inteligencja, pewność siebie - cechy nietypowe dla przeciętnej jednostki. Ich bystre umysły na co dzień nie tylko służą aby stawiać czoła codziennym obowiązkom, ale co przede wszystkim  zaznaczyć swoją wyższość wśród kolegów. Przeszklone ściany szepczą Ci do ucha każdego dnia... nie daj się.

Korporacja wyposaża we wszystkie "niezbędne narzędzia pracy". Samochód, karta paliwowa, karta służbowa, laptop, karta multisport, prywatna służba zdrowia no i oczywiście telefon komórkowy, bez limitu... To uzależnia.
Kiedy tylko przez chwilę pomyślisz, że może już dość, wystarczy, to nagle spoglądasz na służbowego BB i służbowe auto za oknem, przecierasz zmęczone oczy i idzesz dalej. Nie ma dosyć. Nie ma nie możesz. Nie poddasz się. Robisz kolejne kursy, uczysz się czwartego języka i idziesz naprzód.

Dzień zaczyna się o 9 kawą z ekspresu, potem godzinny lunch i kończymy o 18 - nadgodzin nie ma ;)
Jeszcze tylko przed i po pracy odstoisz swoje w korkach, jak nasi wszyscy bracia z korpo, a aby być na bieżąco wystarczy tylko czytać maile ze służbowego black berry.

Najciekawszy okres zaczyna się w wakacje. Kiedy najpierw człowiek nie ma urlopu, potem kasy na urlop, a w korpo czasu na urlop. I koło się zamyka. Prawo Pracy  - napewno nie pracodawca - skłania pracownika do odebrania zaległego urlopu, ale z ipadem pod pachą. Także kiedy wreszcie możesz wypocząć na Kajmanach - tylko nie zapomnij aby wybrać  hotel, w którym jest zasięg gdyż musisz pamiętać że sprawy niecierpiące zwłoki, nie cierpią zwłoki. W przeciwnym razie… Nieeee...
 i  nagle zamykasz oczy i widzisz służbowy telefon, samochód zaparkowany w garażu, a w portfelu karta paliwowa...


poniedziałek, 19 maja 2014

Czy szefowi wypada prosić pracownika o kawę?

Pytanie dość proste w swej naturze, niemniej wzbudza wiele kontrowersji... W związku z tym, chciałabym rozszerzyć temat i jednocześnie podsumować zdanie pewnych „forumowiczów”.

Pomijając własną opinię w tym temacie -  zwłaszcza że jest nieco odosobniona, to nadmienię o niej nieco później - przejdę od razu do meritum, a na początek przedstawię fakty płynące prosto z forum.

Mianowicie, na pewnej stronie, w Internecie, znalazłam burzliwą wymianę zdań, odnośnie tego, czy wypada szefowi prosić pracownika o kawę czy też  nie?
Okoliczności pytania niestety bliżej nieokreślone, a mogłyby trochę rozświetlić zaistniałą sytuację. Bo tu na przykład inny wydźwięk ma prośba z ust zapracowanego i cieszącego się ogólnym szacunkiem szefa, a inny z ust nieroba i chama w opinii publicznej. Dość spore znacznie ma również typ pracownika: zadowolony z siebie i swojej pracy czy na co dzień raczej... stłamszony.
Niemniej jednak, większość zgromadzonych, najwyraźniej oburzonych, zgodnie potępiła choćby taką najmniejszą myśl szefostwa. No bo przecież my wszyscy po studiach, wykształceni, kelnerować szefowi nie będziemy! I z jednej strony bardzo prawidłowo, słusznie, swoją wartość trzeba znać. A i nie zapominajmy o jakże ważnej w dzisiejszych czasach cesze zwanej ASERTYWNOŚĆ.
Nic tylko się cieszyć, że się ma takiego wszechstronnego pracownika.
Ja się tylko pytam, gdzie to bezrobocie i wyzyskiwacze ukryci pod maską pracodawcy? Te wymagania, nad wyraz wygórowane, nierealne do zrealizowania przez potencjalnego kandydata do pracy, skoro wszyscy tacy buńczuczni i pewni siebie? Ta troska o każdy dzień i niepewność jutra, skoro wolno wyśmiewać się szefowi prosto w twarz? Wydawałoby się, że w takich czasach zrobienie kawy szefowi nie powinno stanowić większego problemu, a tu proszę...

I tu nadchodzi czas na w zupełności moją tylko i wyłącznie własną opinię, popartą własnym doświadczeniem – powyżej to było tylko podsumowanie tego co wyczytałam na forum .
Resumując, pracowałam zarówno w start - upie, gdzie niewiele starszy szef nie tylko ode mnie oczekiwał, iż podam jemu i jego gościom kawę,  ale nawet nie musiał mnie o nią prosić. Sama, chcąc włożyć w projekt jak najwięcej – a może trochę naiwnie wydawało mi się, że będzie to dobrze wyglądało w oczach gości i dobrze świadczyło o firmie – bez skrępowania parzyłam kawę, a nieraz i dodawałam do niej ciasteczka. Nie widziałam problemu.
Obecnie pracuje w większej firmie, gdzie znów szef niewiele ode mnie starszy, zupełnie sam sobie parzy kawę, nigdy mnie – ani innego pracownika - o nią nie prosi - a co ciekawostka, kiedy sam podchodzi do expresu i widzi kogoś w pobliżu bez wahania proponuje kawę.

Reasumując, we wszystkich spornych kwestiach bardzo dużo zależy od punktu widzenia. Niemniej jednak w pracy - czy prywatnie w domu  - zwłaszcza na stanowisku Asystenckim/Sekretarskim przyjmując gości wypada zaproponować kawę/coś do picia - zakładam, że każdy o tym wie. Idąc dalej tym tropem, Asystentka/Sekretarka, iż z reguły pierwsza wita gości,  siłą rzeczy powinna zaproponować im poczęstunek. 

Ku pociesze zwątpionych. Im głębiej w struktury firmy - i dalej od sekretarskiego biurka - tym mniejsze szansę na konieczność podawania kawy. Osobiście jednak wciąż sama podaję - choć nie muszę - swoim gościom kawę i wciąż nie widzę w tym problemu.





sobota, 26 kwietnia 2014

Z korpo...

Kolejny, zwykły, wtorkowy poranek w przestronnym, zaprojektowanym przez włoskich architektów biurze w samym centrum dużego miasta w równie okazałym szklanym biurowcu.
Dzień zaczynamy punkt 9:00 od aromatycznej włoskiej kawy, aby już chwilę później otrzymać pierwszego maila. Zaczyna się.
W pośpiechu udajesz się na swoje miejsce pracy, nerwowo zerkając na treść.
Czy aby wszystko jest ok?
Zwykłe codzienne instrukcje, nowe policy, a może fuck up?
Bez znaczenia. Co odwlecze, to nie uciecze. Mimo to w oka mgnieniu mija pierwsza godzina.Już jestem spóźniona.
Pojawia się szef. Głośno wita się ze wszystkimi pracownikami. Taki trochę jakby poranny obchód.
Miły początek dnia, a może pod pozorem niewinnej uprzejmości, jego przenikliwy wzrok właśnie ocenia pracę, twój wkład. Nigdy nie wiesz co akurat świta w jego bystrym, wszechstronnym umyśle.
Telefon. No i jest. Nieuniknione. Problem. A raczej cały łańcuch komplikacji. Twoja wina? Nieważne, kto zawinił. Zawiśnie ten z najkrótszym stażem. Tymczasem trzeba wszystko ogarnąć.
Przez kolejne 2 godziny służbowy smartfon nie przestaje wibrować. A zaległości, które chciałeś dzisiaj nadrobić, kumulują się  Zapomnij. Nie dziś. Jak zwykle. Priorytety zmieniają się jak w kalejdoskopie. Przekazujesz kilka nowych., strategicznych instrukcji do kolejnyvh działów. Twój problem tak naprawdę angażuje całą centralę.
Wpada szef. Wszystko inne już jest nieważne. Ma inną koncepcją na twój harmonogram działania na dzisiaj.
Wypadałoby wyrównać poziom kofeiny. Dobra, zaraz. Mija kolejna godzina. Szybko starasz się ogarnąć analizę dla topmanagement, poczym wracasz do "swoich" obowiązków. Kawa? Nie, nie teraz. Trzeba trzymać rękę na pulsie, a wbrew pozorom, nadchodząca wraz z porankiem katastrofa, poprostu zniknęła.
No to czas na kawę? Nie, czas do domu.



czwartek, 26 grudnia 2013

Walka z przesądami - Czemu nie dostałam tej pracy?

Tak sobie czytałam komentarze spod jednego artykułu nt.zmiany sposobu myślenia i generalnie jego wpływu na Nasze życie. Oczywiście, większość komentujących to Ci oburzeni sytuacją na rynku, brakiem pieniędzy, brakiem pracy i perspektyw. Cóż, co więcej mogę dodać? Niewinni krzyczą najgłośniej?

Niestety czas, kiedy wszystko było narzucone z góry przez ludzi "trzymających władzę" - dawno przeminęły. Obecnie jest mnóstwo możliwoście, których trzeba nauczyć się dostrzegać - i pewnie w tym momencie odzywają się głosy na temat bandyckiego państwa, wysokich podatków i tak dalej, ale gdzie jest inaczej?
Każdy, biedny i bogaty, w każdym zakątku na Ziemi ma na głowie podobne problemy, mianowicie jak i za co utrzymać siebie i rodzinę, co robić, jak godnie żyć -  niektórzy tylko, Ci żyjący w skrajnie ubogich krajach muszą się martwić co faktycznie zjeść i czy mają dach nad głową - ale u mnie porozmawiajmy o nieco bliższym otoczeniu.

Czy ten "niewielki" aspekt ma rzeczywiście znaczenie w kwestii poszukiwania pracy, mianowicie czy od sposobu myślenia możemy diametralnie zmienić swoją życiową sytuację?

Nawiązując do powyższego. Większość osób sukcesu - wbrew opinii osób negatywnych (w skrócie bo oni zawsze będą kogoś o ten sukces obwiniać - i do tego koleżanka z artykułu o którym wspominam nawiązuje - zasłużyłą na niego ciążką pracą, wyrzeczeniami, a przede wszystkim wiarą i zaangażowaniem w powodzenie. Gdyby nie uwierzyli i nie spróbowali, to prawdopodobnie byliby kolejnymi producentami demotywujących komantarzy. Moja rada? Nie wychodzi  = Sory, ale widocznie za słabo się starasz i doskonale wiesz, że stać Cię na więcej!

I tu rodzi się moje zasadnicze pytanie?

Dlaczego ludzka populacja o swoje niepowodzenia obwinia wszystkich do okoła, natomiast jak już się komuś coś powiedzie, to próbują zmieszać go z błotem. I tu właśnie ma znaczenie sposób myślenia. Niestety istnieje natuarlany podział osób na dwie zasadnicze grupy. Ludzi, którzy mają szansę sukces  - w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu - i osób, które za cholerę tego sukcesu nie osiągną bez względu na to jak będą się starać. Pierwsza grupa, to ludzie ambitni, reazlizujący swoje marzenia poprzez rozwój zainteresowań, a pozostali to maruderzy, którzy wiecznie są niezadowoleni.

Koleżnka z artykułu wspomina że "trzeba się głęboko zastanowić, czy nasz odbiór otoczenia i sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, wynika z faktów, czy może tylko nam się wydaje, że jest tak źle, jak myślimy. Mark Twain mawiał: "spotkało mnie wiele okropnych rzeczy, na szczęście żadna z nich nie wydarzyła się naprawdę". Naukowcy już dawno udowodnili, że znacząca większość problemów, jakimi się przejmujemy, nie istnieje lub nie ma wpływu na nasze życie".

Reasumująć, może noworoczny rachunek sumienia należy zacząć od siebie, a nie od otoczenia?

Jak walczyć z bezwzględnym rekruterem? Kilka przydatnych uwag.

Doświadczony rekruter poświęca do 5 sek. na jedną aplikację, aby zadecydować czy chce dalej rozmawiać z kandydatem, czy też przerzuca jego CV do "kosza". Jak zainteresować swoją CV i przebić się przez bezwzględnych HR-owców?

Tak się składa, że sporo moich znajomych ma do czynienia z tzw. branżą human resources. Z ich opowieści wynika, że pierwsze wrażanie ma kluczowe znaczenie czy dana osoba zainteresuje swoją osobą czy też odpadnie w przedbiegach. Niektórzy HR-owcy ułatwiają sobie pracę jeszcze bardziej, mianowicie filtrują otrzymane CV wyłącznie po nazwach firm, w których kandydat zdobywał doświadczenie. Jeżeli wśród nich znajdą się znane korporacje, osoba ta ma już pracę praktycznie w kieszeni. Nieistotne nawet co tam robiła.
Pomimo tego jest kilka sposobów, aby mimo to jakoś wgryźć się w łaski decydenta.

Jedną z istotnych rzeczy jest oczywiście forma graficzna CV. Tak zwana przejrzystość i czytelność aplikacji. Coraz częściej zainteresowani stanowiskiem odchodzą od typowego stylu i w związku z tym starają się poprzez mniej sformalizowaną formę, przykuć uwagę HR-owca. Ludzie wykorzystują do tego nietypowe czcionki lub wzory CV. Burzą tradycyjną konwencję i CV rozpoczynają nie od przebiegu wykształcenia, ale w zamian zaraz po swoim nazwisku wpisują najważniejsze doświadczenie i osiągnięcia. Ostatnio sama spotkałam się z ciekawym CV, które zostało stworzone w poziomie zamiast w pionie - jak zwykle. Wbrew pozorom - pomijając wyjątki kiedy znajomość przyjętych standardów jest jednym z kryteriów wymaganych w procesie rekrutacji - po pewnym czasie, osoba która na co dzień przegląda setki CV, potrzebuje dodatkowych stymulantów, które faktycznie spowodują, że dana aplikacja się wyróżni.

Co jednak, poza graficznymi sztuczkami, może rzeczywiście dać nam przewagę na rynku pracy?

Niestety w obecnych czasach, kiedy wykształcenie wyższe nie ma już tej samej wartości i ma je praktycznie każdy, należy błysnąć czymś jeszcze. W tej sytuacji najważniejsze to wyróżnić się: zainteresowaniami, znajomością języków obcych lub innych umiejętności, które mają na rynku jakąś wartość.

Jak znaleźć te "słowa klucze"?

Najlepiej zacząć od analizy ofert pracy, które pojawiają się w sieci. Często są one naszpicowane branżowymi sformułowaniami, które na pierwszy rzut oka nie mówią nic, natomiast wystarczy wpisać je w wyszukiwarkę, aby okazały się czymś przystępnym z czym mieliśmy już do czynienia.

Jeżeli jeszcze nie mamy tych specyficznych kwalifikacji, warto poświęcić czas na coś, co może przynieść nam profit w przyszłości. Obecnie Internet jest narzędziem, które przy minimalnym nakładzie z naszej strony może nam dać morze nowych, potencjalnych możliwości.

piątek, 20 grudnia 2013

Szukanie pracy przed świętami?

Bezrobocie rośnie, a ofert pracy jak grzybów po deszczu. Nieprawda?

Ostatnio zdecydowałam się na zmianę pracy z uwagi na stagnację, która wdarła się do mojego życia. Czuję, że się nie rozwijam, stoję w miejscu i nic mnie już tutaj nowego nie czeka.

Postanowiłam i dwa tygodnie temu, pomimo obaw wzbudzonych przez falę pesymistycznych opinii nt. rynku pracy w Polsce, zaczęłam rozsyłać aplikacje.

Odzew - praktycznie natychmiastowy.

Obecnie jestem na okresie wypowiedzenia w pracy i przygotowuje się mentalnie w wejście w Nowy Rok i do nowej firmy.

Oprócz korzyści finansowych i różnych benefitów związanych z nowym stanowiskiem, dostałam również awans społeczny. Nic tylko się cieszyć.

Wniosek nasuwa się tylko jeden. Ci, którzy nie chcą zmienić pracy, zawsze znajdą sobie jakąś wymówkę...
Okres przedświąteczny - nie znajdę pracy. Początek roku -  to też zły moment. Przed wakacjami  - też jakoś słabo zaczynać w nowej firmie, najpierw trzeba zbudować zaufanie pracodawcy itd.